WIELKANOC W KRÓLESTWIE MAROKA. JAK CIEKAWIE SPĘDZIĆ CZAS W MARRAKESZU Z RODZINĄ. ILE KOSZTUJE JEDNIODNIOWA WYCIECZKA W GÓRY ATLAS, JAK DOJECHAĆ DO ESSAOUIRI Z MARRAKESZU I POODPOCZYWAĆ W OASIRIA WATERPARK. FASHION DAY Z YVES SAINT LAURENTEM ORAZ W NAJPIĘKNIEJSZYM OGRODZIE ŚWIATA – JARDIN MAJORELL.
Tunezja jest kobietą, Algieria mężczyzną, a Maroko lwem.
Jak mówi stare arabskie przysłowie. MAROKO – to najstarsze Królestwo w świecie muzułmańskim. Kraj w zachodniej Afryce, nad Oceanem Atlantyckim, a także Morzem Śródziemnym z prawie 3500 tysiącem kilometrów linii brzegowej. Stolicą tego państwa jest Rabat. W 1912 traktatem freskim kraj został oddany pod protektorat Francji i Hiszpanii. Trwało to do końca II wojny, gdzie wspierany przez USA i Anglię sułtan Mohammed V proklamował niepodległość Maroka. Zmienił tytuł na króla. Obecnym królem jest Muhammad VI.
My dolecieliśmy tam dopiero teraz, a już w latach 20 i 30 były popularne wycieczki samochodowe po Maroku. Pomimo wielu postępowych zmian cywilizacyjnych kraj jest pełny niespodzianek, i to podobało się nam najbardziej. Nowoczesny, ale mistyczny, wyzwolony, przepełniony religią, kolorowy i surowy. Wpływ religii jest wszechobecny, nie jest to fundamentalizm.
Kobiety mają o wiele więcej praw, niż w innych muzułmańskich krajach. Chodzą normalnie ubrane, mogą chodzić za rękę z chłopakiem. Ale nie do końca jest tak wspaniale. Kobiet nadal jest mało na wyższych stanowiskach. Jeżeli chodzi edukację, jest na niezłym poziomie. W małych wsiach, nie ma szkół, ale są wożeni do większych. Transport zapewnia im państwo. Maroko, przez wzgląd na obecność wspaniałych krajobrazów, rdzennych mieszkańców Berberów oraz wielowiekowych tradycji, jest nazywane „Krajem Zachodzącego Słońca”, „Perłą Maghrebu”, „Zimnym Krajem Gorącego Słońca” oraz „Bramą do Afryki”. Historia widoczna na każdym kroku.
Po 4,5 godzinnym locie – z Warszawy – Wizzair znajdujemy się w innej rzeczywistości. Przenosimy w czasie w baśń z tysiąca i jednej nocy. Pierwsze, co zachwyca w Marrakeszu to port lotniczy Menara – koronkowa robota architektów. Takie kontrasty nowoczesności i tradycji będą uderzać na każdym kroku.
Z lotniska do centrum Marrakeszu można dotrzeć dość drogą taksówką, albo autobusem linii 19, który wybraliśmy i kosztuje 30 dirhamów marokańskich. W sumie wyszło bez sensu, bo musieliśmy objechać całe miasto i dopiero na samym końcu trasy wysiadaliśmy. Taksówka wyszłaby tak samo i szybciej. Można przejść kawałek dalej od lotniska i znaleźć przystanek autobusu nr 18 za mniej. Albo iść na piechotę.
Pierwsze kroki po wylądowaniu skierowaliśmy w stronę jednego z najbardziej znanych placów świata. W Marrakeszu na Placu Jemma al-Fana skupia się całe życie. Jemma oznacza meczet, a targ oferuje rozmaite potrawy, a także uliczne spektakle, ceramikę, wyroby ze skóry, podróbki wszystkiego po żywe zwierzęta – żółwie itp. Na placu można spróbować przysmaków kuchni marokańskiej, głównie pieczonych bakłażanów, ślimaków, kuskus i głównego dania tamtejszej kuchni – tadżin. My wybraliśmy małą knajpkę z tarasem na dachu. To także charakterystyczne, że wąskimi schodkami wchodzisz na taras i tam z widokiem na okolicę delektujesz się marokańską kuchnią. Tam wypiliśmy najlepszą miętową herbatę. Tadżin też był dobrym wyborem. Chłopacy mieli udko kurze w śliwkach. Jedli, aż im się uszy trzęsły. Łukasz miał tadżin z jajem i mięsem też pycha. Ja wege czyli same warzywa. A mama sałatkę marokańską – czyli drobno posiekany pomidor z cebulą. Warto wspomnieć, że kulinarnej uczcie zawsze towarzyszą pokazy fakirów, zaklinaczy gadów (węży) oraz berberyjskich grajków. Występy rzeczywiście są na każdym kroku.
W kobry prawie wlazłam, uciekając przed naciągającą mamę na hennę Marokankę. Życie wokół placu jest barwne i ciekawe. Turystów masa, a nic dziwnego, jest tutaj wszystko. Przed wyjazdem do Maroka warto nieco się przygotować. Alkohol dostępny, ale nie podczas ramadanu. Dodatkowo, warto pamiętać, że publiczne spożywanie alkoholu jest zakazane. Marrakesz tętniący życiem, porusza wszystkie zmysły. My byliśmy teraz akurat w trakcie ramadanu, więc alkoholu nigdzie totalnie nie uświadczysz. Ani w małych sklepikach, ani w dużym Carrefourze. Nie ma nigdzie. Post to post. Jest piwko 0% i tyle. Ramadan trwa 30 dni, ale mega ciekawie widzieć to z bliska, jak przychodzi pora zachodu słońca i to wielkie szczęście muzułmanów kiedy zasiadają przy stoliczkach i zaczynają swoją małą ucztę. Potem oczywiście biesiadują do rana, muzyka, taniec. Słychać przy każdym hotelu. O wschodzie słońca można spożyć ostatni posiłek. Turyści też powinni uszanować ich post. Nie pic i nie jeść ostentacyjnie w miejscach publicznych. Z ciekawostek nie muzułmanin nie powinien podchodzić do ich grobów.
Wracając z targu bocznymi uliczkami, oczywiście trafił się jeden innego typu handlarz, oferując hasz i wymieniając wszystkie jego nazwy po kolei, kończąc na trawce. Chłopcy zaskoczeni jak nic. Kif lub haszysz to kiedyś rozrywka wielu Marokańczyków. Obecnie kara za posiadanie jest od 3 miesięcy do 5 lat. Uwaga na autostopowiczów, tych z towarem. Jeśli jeden z pasażerów coś ma, aresztują wszystkich z auta! Policji jest bardzo dużo i widocznej na każdym kroku. Jak powiedział starszy Syn, dobrze, bo czuję się bezpieczniej. A stracha dziwnego miał przed wylotem, po co i gdzie ja ich znowu zabieram. Policja kontrolowała kierowców skuterów dość często, a na drodze płatnej do Essaouiri stali kilkukrotnie z fotoradarem. Fakt daje to jednak poczucie większego bezpieczeństwa i komfortu. Dzięki temu też zwiedzanie Maroka na własną rękę jest jak najbardziej bezpieczne.
Co dzień wieczorem szliśmy spacerem na plac Jemma. To co oferują sprzedawcy na targu można oglądać i podziwiać w nieskończoność. Od fantastycznej ceramiki, biżuterii, plecionych koszy, torebek, butów, po owoce i przyprawy. Ale tanio, aż tak nie jest. Torebki nie kupiłam. Soki ze świeżych owoców były najlepsze – 10 DH za jeden. Obiad przeciętna cena to 50-90 DH za osobę, zależy kto co lubi. Można zjeść rolla z frytkami za 30 DH.
Na każdym kroku w Marrakeszu pięknie, czysto i przestrzennie. I jeszcze te dorożki. Taki Paryż w Afryce. Nie jestem zwolenniczką męczenia koni, więc dorożką nie jechaliśmy. Architektura jest iście muzułmańska, a serce miasta, czyli każdej Medyny, wyznacza meczet. No i jest to supeł ułatwienie w orientacji w nowym mieście. Jak się zgubisz kierunek meczet. W Marrakeszu minaret Kotoubia jest wzorem dla wszystkich innych i nie nie może go zasłonić. Trzy złote kule na jego szczycie są przetopione ze złota z biżuterii żony Jakuba el Mansura – kalifa. W architekturze tej nie może być motywów ludzi i zwierząt, a i tak są niesamowicie zróżnicowane. A dlatego, żeby zwrócić nasza uwagę ku duchowości i wnętrzu. Co dzień pod minaretem Księgarzy słychać modlitwę wiernych. Medyna w Marrakeszu wpisana jest na listę UNESCO.
Od Marrakeszu pochodzi nazwa kraju. Był kiedyś stolicą imperium i królestwa. Obecnie to jedno z najpiękniejszych miast świata! Afrykański charakter, wspaniała roślinność miasta, czerwone mury, mijamy na każdym kroku. Parki zadbane tak, że trudno się nadziwić. Nie to u nas, wszystko zarośnięte i zaniedbane. Mijamy za każdym razem Cyber Parc Arsat Moulay Abdeslam przy meczecie, który jest ulubionym parkiem mieszkańców z własnym wifi. Ba! To dopiero zachęca młodzież do spędzania czasu na świeżym powietrzu. Rzeźby, nasadzenia, po prostu miasto na miarę człowieka.
Czystość powtórzę się, ale na prawdę zaskakuje na każdym kroku. Nawet poza miastem, może i biednie, ale śmiecia nie zobaczysz. Znaki wszędzie – zakaz śmiecenia. Dzielnica Gueliz jest bardzo elegancka, tuż obok niej przy budynku teatru i wspaniałego nowoczesnego Dworca Kolejowego mieliśmy swój hotelik. Hotel Lawrence d’Arabie nie drogi, w marokańskim stylu, basen i dobre śniadania – za 6 dni i 5 osób – 2200 zł. Mnie zainspirowała nazwa – film z 1962 roku – o tym samym tytule był zdobywcą 7 Oskarów! Koszty pozostałych atrakcji też nie są wygórowane. Bilet z lotniska autobusem nr 19 – 30 DRH, pałac – 70 DRH, najdroższy był bilet łączony do Ogrodów Majorelle, Muzeum Berberów i YSL – około 20 euro od osoby – za 5 osób 1200 DH, kupowałam w kraju przez Internet. Kolejki są. Miejsce warte wszystkich pieniędzy!!! Cudownie. Przed wejściem mieliśmy jeszcze pół godziny na kawę i soki w Villa Majorell. Tu już było wspaniale i kolorowo. Magia i duch artystów tworzących to miejsce obecny na każdym kroku.