GÖTEBORG – drugie co do wielkości miasto Szwecji dawno pozbyło się kompleksów względem starszego brata – Sztokholmu. A porównanie mam. W Sztokholmie miałam okazję być kilka razy, a poznać bardzo dobrze, kiedy mogłam pracować przez całe wakacje w Instytucie Kultury Polskiej przy ulicy Karlavägen 35. Tam napisałam magisterkę z politologii – cały bogaty zbiór biblioteki był dostępny i pod ręką. O tym innym razem.
Bogaty pod każdym względem Göteborg – to sieć kanałów, uroczych kawiarni, zaskakująca architektura oraz bliskość natury sprawiają, że trudno się tu nudzić. Wybór klasycznie – cena biletu z Gdańska w dwie strony Wizzair – 108 zł oraz weekend. Wylot piątek 16 i powrót niedziela 23.35. Z lotniska autobusem do centrum około 30 minut. Flygbussarna (www.flygbussarna.se). Koszt biletu to 95 SEK, natomiast bilet w dwie strony to koszt 185 SEK. Droższy jest u kierowcy. Jednym słowem komunikacja na miejscu jest droższa niż bilet na samolot. Dlatego my większości z buta i zdrowo i tanio. Hotel Best Western wybraliśmy w centrum i blisko przystani promowej – główny nasz cel wyspy ….. na archipelagu goeteborskim.
Zabytki jakie zobaczyliśmy w centrum już po przylocie to: Skansen Kronan ze złotą koroną. Kiedyś przez 200 lat było więzienie, a teraz piękny punkt widokowy na panoramę Goteborga. Dzielnica HAGA urocza, z drewnianą zabudową o sklepami z rękodziełem. Feskekôrka to kryty targ rybny w Göteborgu. Teraz cały w rusztowaniach i zamknięty z powodu remontu. Został zbudowany w 1874 r. według projektu architekta miejskiego Victora von Gegerfelt. Jego architektura nawiązuje do wyglądu neogotyckich kościołów, stąd też pochodzi jego nazwa, oznaczająca w dosłownym tłumaczeniu “Kościół rybny”. Potem idziemy nad rzekę Gota, skąd jest super widok na Postmodernistyczny budynek Lilla Bommen , który wyróżnia się na tle architektury Göteborga. Utrzymany w biało-czerwonych barwach biurowiec, przypomina klocki pozostawione przez bawiące się dziecko. Miejscowi nazywają go jednak zwykle „Szminką” (Läppstiftet).
Prawda, że ładnie. Kolacja – kanapki z domu. Kolejnego dnia po pysznym śniadaniu w hotelu – łosoś i mega śledzie i nie tylko, ruszamy na prom do przystani Steinpiren. Ale tutaj jeszcze opiszę niedzielę i wyjazd autobusem do Muzeum Volvo. Bilety kupione po 2 na 90 minut każdy. Wsiadamy w pierwszy bus RÖD i jedziemy. Przesiadka w nr 34 i wysiadasz po drugiej stronie rzeki pośrodku autostrady i fabryk, żeby przesiąść się w nr 32. Tyle, że ten nie przyjeżdża i nie przyjedzie nigdy, został wycofany. My i turysta z Rumunii stoimy jak wariaci. Dobrze, że nie padało. Kierowca kolejnego autobusu mówi, że mamy zadzwonić pod numer z rozkładu jazdy, a wtedy przyjedzie po nas mały bus. Dzwonimy kilka razy i nikt nie odbiera. Tego Szwedzi dobrze nie rozwiązali. Decyzja z turystą, wracamy z buta na przystanek po drugiej stronie autostrady i jedziemy tym samym autobusem ROD do centrum. Czyli opowieść jak nie zwiedziliśmy Muzeum Volvo.
W zamian za to pojechaliśmy do Muzeum Sztuki Naturalnej, powiedzmy szczerze dla rodzin z dziećmi jak najbardziej i za darmo. Potem Muzeum Sztuki, w którym większość obrazów okazało się, że widzieliśmy na wystawie „Przesilenie” w Narodowym w Warszawie. Dobrze, że najbardziej udał się dzień na archipelagu.
Archipelag goeteborski to grupa wysp łatwo dostępnych z Göteborga, nawet jeśli odwiedzasz je tylko na weekend. Bilet kupisz na promie – my odpływaliśmy z przystani Steinpiren obok hotelu – bilet na wyspę Vrangö to koszt za 2 osoby 84 korony szwedzkie czyli około 30 zł. Kolejny bilet na powrót też kupiony na promie, tyle że do przystani Saltholmens Brygga, ale bilet z promu ważny jest też na autobus do centrum! Nie musisz kupować kolejnego.
Archipelag jest podzielony na południe i północ i rozciąga się wzdłuż zachodniego wybrzeża Szwecji. Nie jest tak duży jak archipelag sztokholmski, ale równie popularny. Cudownie jest oglądać te piękne wysepki, skały z perspektywy wody. Już samo płynięcie promem jest super! Widoki wspaniałe, ta strona Bałtyku jest stanowczo bardziej urocza i ciekawsza niż nasza. Kto co lubi. Mnie te widoki po prostu fascynują. Podróże na wyspy, po to aby podziwiać wspaniałą przyrodę, plaże i klify oraz malownicze stare wioski rybackie. Tutaj widać pasjonatów żeglarstwa na niesamowita skalę. My niestety nie posiadamy tych umiejętności, ale zawsze zazdrościmy tym, którzy czerpią z morza ile się da. Dopłynęliśmy najpierw do Vrångö. Idealnie skandynawsko! Następnym razem nocleg bierzemy na tej wyspie. Totalna cisza, zero ludzi i jeszcze jakby było cieplej, kąpiele na skalistym nabrzeżu. A jak nie sauna i chill.
Wszystkie niezamieszkałe części wyspy są dziś częścią dobrze utrzymanego rezerwatu przyrody, z kilkoma szlakami turystycznymi i rozległymi łąkami. Cały dzień spacerowania – super. Piękne domy, port, na wzgórzu chatka rybaka i wspaniałe widoki! Z najwyższego punktu – podziwiamy i resetujemy – slow life tutaj nabiera prawdziwego znaczenia. Nawet ślub jest na totalnym luzie, melex, goście przy stołach pod kościołem, a ogłoszenia parafialne tęczowe. Tutaj nikt nie udaje i każdy jest sobà! Vrångö to miejsce, gdzie można cieszyć się spokojem przyrody.
Po kawce i tarcie j jagodami z tej wyspy płyniemy na Styrsö ponownie promem nr 281. Z typowymi drewnianymi chatami, my kierujemy się na Stora Rös. Z tego wzgórza można spojrzeć na cały archipelag. Styrsö to dziś idylla z rzadkim ruchem ulicznym, ale także przedmieście z wieloma osobami dojeżdżającymi do pracy. Natura jest wyjątkowa, a historia sięga odległych czasów. Już w epoce kamiennej latem mieszkali tu ludzie zajmujący się łowieniem ryb i łapaniem skorupiaków w morzu. Z ciepłej epoki brązu zachowały się pozostałości po ludziach, którzy tu mieszkali – być może przez cały rok.
XVI wiek przyniósł nową kolonizację, a Gustaw Waza poparł utworzenie na wyspie społeczności rolniczej / rybackiej, która mogłaby dostarczać ryby poprzednikom Göteborga w głębi lądu. W XIX wieku powstała żegluga szkunerów, a na Bratten powstawały letnie hotele i restauracje, podobnie jak w innych nadmorskich kurortach. Na wzgórzach można spojrzeć na cały archipelag.
I jak tu nie kochać Skandynawii. Filozofia lagom, czyli skandynawski styl życia, sposób na znalezienie złotego środka – umiejętność określenia, ile wystarczy nam do szczęścia i kiedy powiedzieć „dość”.
Może po tej podróży zrozumiemy więcej. To po prostu szwedzki sposób na szczęśliwe życie. Czyli LUZ 💙

























