Rajskie wyspy w Panamie – relacja z listopada 2022. Jak zaplanować pobyt na San Blas i dlaczego warto zostać na dłużej.
SAN BLAS to przemiłe zakończenie naszego wyjazdu do Panamy i Kostaryki jesienią 2022 roku.
Droga do RAJU nie jest łatwa! Ale po to podróżujemy, żeby znaleźć jego namiastkę, dziką przyrodę, nowe odmienne kultury!
Tym razem idealnie trafiliśmy – archipelag 365 wysp – SAN BLAS. Tak mogę powiedzieć, że to dla nas najpiękniejsze fragment Panamy. A to miejsce zostawiliśmy sobie na deser, nawet po cudownej Kostaryce. Nie lubię zawczasu oglądać wszystkiego w Internecie na temat danego miejsca. Chcę mieć choć trochę zaskoczenia, niespodzianki.
Nasza chatka była jedną z nich. Trzy rajskie dni na wyspie INA. I tu zrobiliśmy błąd. Za krótko! W Panama City po powrocie nie była ani fajna, ani ciekawa. Po pierwsze padało, a tutaj dalej świeciło słońce.
Dotarcie na wyspy San Blas jak się okazało to ponad 3 godziny off roadu przez górzysty teren. Dobrze, że nie jedliśmy śniadania. Kierowca z agencji SanBlasDream.com – był na czas pod hotelem, odebrał nas o 5.30, dodam, że o 9.15 byliśmy na przystani i pół godziny łódką płynęliśmy do RAJU!
Rzeczywiście bosko, Indianie KUNA YALA tworzą autonomiczną enklawę na iście boskim terenie ciągnącym się od granicy z Kolumbią. Na „Archipelagu Buntowników” kobiety Kuna zajmują się głównie szyciem, wyszywaniem złożonego z kilku warstw materiału. Nas najbardziej zaciekawiły koraliki.
Przedramiona i łydki każdej dorosłej kobiety oplatają tzw. szakiry – nawleczone na grubą nić koraliki ciasno owinięte wokół nogi lub ręki. Niektóre szakiry zaciskane są bardzo mocno, co po jakimś czasie skutkuje wyszczupleniem łydek, a szczupłe łydki postrzegane są jako oznaka seksapilu. Ciekawie było widzieć jak jedna pani drugiej cały dzień oplatała i zszywała korale na nodze. Inna z małymi dzięćmi zszywała kolejne sznury i bransoletki. Fajnie było to podpatrywać. Zresztą zakupy koralikowe zostały zrobione. Piękne rzeczy, a najważniejsze, że hand made. Takie rzeczy lubię przywozić z podróży. Małe, a cieszy.

Na miejscu po dopłynięciu łodzią, czekał na nas wódz wioski, zaprowadził nas do naszej przyszłej jadalni i wytłumaczył zasady pobytu. Przypłynęła nasza 5, więc tłumów nie było. Chaty typowe dla tch wysp, można powiedzieć łóżko i tyle. Dostaliśmy pościel, powiedzmy. Mieliśmy trzy posiłki dziennie – dobra dieta i święty spokój. Wszystko prostu z łódki, świeże ryby i homary, do tego trochę warzyw – idealnie. To była nagroda po męczeńskiej wyprawie na Wulkan Baru.
Ta jedna fota na bezludnej wyspie – to jak się okazuje nie taka prosta sprawa! Fotek zrobiliśmy mnóstwo. Więcej zdjęć i filmików oczywiście na Instagramie. Fantastyczne miejsce, tym bardziej, że przez trzy dni mogliśmy zobaczyć, jak za naszą bambusową ścianą wygląda codzienne życia Indian Kuna YALA. Ciekawe przyżycie, budzić się o brzasku, słyszeć życie wyspy. Niczym przez dziurkę od klucza zaglądaliśmy w ich codzienne i niezwyczajne dla nas obowiązki.
Najbardziej zaciekawiła nas jedna z dziewczynek nasza sąsiadka – albinoska – ukrywana przed słońcem, a dopiero po zachodzie, wychodziła bawić się z innymi dziećmi. Nie była zresztą jedynym wyjątkiem na wyspie. Miło było patrzeć jak rodzice i inni o nią dbali.
Ciekawe także, że z rana wszystkie dzieci, elegancko ubrane w białe koszule i czarny dół , płynęły do szkoły na inną wyspę.
Obejście wyspy to raptem 10 minut. Przeniesienie w czasie totalne, powrót do korzeni – super doświadczenie. Tym bardziej bez sieci i internetu. Zasłużony i godny odpoczynek na koniec naszej wycieczki. San Blas to także miejsce scen z filmu „Dom z papieru” gdzie Rio i Tokio zagościli na Wyspie Pelikana. Ptaki te zresztą obserwowaliśmy z zaciekawieniem! Wieczorami urządzały istny pokaz ptasiej akrobatyki łącznie z nurami po ryby.
SAN BLAS to rzeczywiście raj, ale nie dla wszystkich, to proste wiejskie życie, bez jakichkolwiek wygód! My lubimy takie klimaty, o ten kolor wody najbardziej. Domki ze ścianami przez które wpada świeże powietrze, jakiś materac, a zresztą co więcej potrzeba. Pościel była. Najważniejsze dla mnie, że nie było żadnego robactwa, komarów, po prostu nic.
Dodać należy, że podczas całego wyjazdu zarówno w panamie i Kostaryce nie widziałam, ani nie ukąsił nas nawet jeden komar. Zawsze się staramy zabezpieczyć w Muggę lub inne preparaty. Przepraszam oprócz Isla Bastimentos – tam jakieś małe meszki trochę pogryzły kuzyna. W każdym razie jeżeli chodzi o przyrodę, nic z nią nie wygra. Dała nam przecudowne widoki, wspaniałe kwiaty i roślinność. Tego nigdy nie zapomnimy. Dodać należy, że rozmiar roślinności budzi respekt. Nie tylko w Kostaryce, ale w Panamie również.
Na San Blas czarodziejskiego widoku dodają wspaniałe palmy. To całe tło tej filmowej scenerii. Teraz radzimy zostać tutaj dłużej kosztem stolicy. My bardzo żałowaliśmy, że byliśmy tylko trzy dni.
Tam też powinniśmy wysłać dzieci na mały odwyk od sieci i obóz przetrwania. W tym samym czasie był jeden chłopak – do teraz się zastanawiam czy przypłynął tam sam czy rodzice go tam zesłali 😜 takie matczyne przemyślenia. Ale i tak życzę moim chłopakom, żeby kiedyś tam pojechali 😍 No i każdemu kto nie był🌴
Kończymy przygodę w Kostaryce i Panamie, emocje różne, i nie są to kraje do, których wrócę szybko. Ceny nie należą do niskich, ale zawsze można wiele rzeczy zrobić bardziej budżetowo. Przejazdy autobusami to niewielki wydatek. Przy założeniu, że mamy więcej urlopu lub rzucamy wszystko i ruszamy w świat. Chociaż, gdybym mogła na San Blas albo do La Fortuny poleciałabym od razu.
Trochę historii – PRAWA INDIAN – zachowali je właśnie tubylcy z plemienia Kuna. Rewolucja Kuna była co prawda w 1925 roku, kiedy zbuntowali się przeciwko władzom Panamy zmuszające Indian do nowoczesności i przyjęcia kultury zachodu. Idealnie, że do końca do tego nie doszło, dzięki czemu rzesze odwiedzających mogą przenieść się w czasie.
Indianie Kuna ustanowili swoje prawa, których muszą przestrzegać przybywający goście. Zabronione jest nurkowanie czy zbieranie kokosów, co ciekawe nie można również rozbijać palmowych owoców, jest to spowodowane faktem, iż miejscowi sprzedają je lub wymieniają na różne towary. Nad wyspami nie wolno również latać dronem, poza tym można wypić dobre zimne piwko i nic nie robić. Pływasz, snorkujesz, grasz w siatkówkę, piłka była dostępna w barze, opalasz się i po prostu relaksujesz w cudownym otoczeniu palm i iście kryształowej wody.
Rajskie wyspy – to zdecydowanie SAN BLAS!
Z Berlina już są fajne oferty – ostatnio cena maj 2023 do Panamy to 2000 zł w dwie strony.























