• Menu
  • Menu

Fiordy, wodospady i niesamowite widoki – czyli zakochani w Norwegii od pierwszego wejrzenia.

Julia Ot

Ruszamy na Północ i czy będzie bardzo drogo? Ile kosztuje wypożyczenie auta w Norwegii ? Czy drogi i przejazdy są płatne ? W jaki sposób zapłacić za parking w Norwegii ? Jak zwiedzać Norwegię i nie zbankrutować ?

Przed wylotem miałam tysiąc pytań i niewyjaśnionych kwestii dotyczących wyjazdu do Norwegii i objechania tyle miejsc na ile to możliwe w 3 dni. Czy nam się udało przeczytajcie.

KRÓLESTWO NORWEGII. Wrzesień 2022 roku. W końcu udało się polecieć, a od dawna było to małe podróżnicze marzenie.🧌Późno to fakt, ale nie mamy tam ani znajomych, ani rodziny, może dlatego. Nasz główny cel to najdłuższy fiord w Norwegii i na świecie czyli SOGNEFJORD, który ma długość 206 km i wrzyna się swoją dostojnością w ląd. Mogliśmy podziwiać jego topowe rozgałęzienia – Aurladsfjoren oraz Lærdalsfjorden.

Widokowe i przyrodnicze szaleństwo było już po drodze, jak tylko wyruszaliśmy wypożyczonym VW Polo z Bergen. Dolecieliśmy, pora odebrać samochód. Nie wiem jak Was, ale mnie najbardziej stresuje w podróżach, wypożyczanie aut. No bo, jak coś się stanie, co z kaucją, ile, co będzie jak nie odblokują karty, a każdy jeszcze doda swoje obawy.

Robimy zdjęcia, filmik, każda rysa i zadrapanie udokumentowane niezliczoną ilością zdjęć. Ale jak to się mówi, przezorny zawszy ubezpieczony.

Całe szczęście tym razem poszło w mig, młodzi panowie z wypożyczalni Alamo, od razu dali kluczyk, powiedzieli w trzech zdaniach co i jak, i ruszyliśmy.

Zatrzymaliśmy się w Aurland Hotel – urocze miasteczko z wieloma punktami widokowi w okolicy na fiord. Widok z okna czad! Fiord. Dobrze, że początek na wypasie, ale taki był plan. Po rozeznaniu i obczytaniu wielu propozycji na booking, wyszło, że lepiej dopłacić do super hotelu, niż za każdą opcję z osobna w tanim domku, czyli wodę, prysznic, ręcznik są pobierane dodatkowe opłaty. Wyszłoby prawie tak samo, a komfort bez porównania.

Zresztą Aurland – urocze miejsce, tam już mogliśmy przekonać się o kryształowej wodzie i po prostu sielankowym klimacie. gmina ta jest jedną z najczęściej odwiedzanych miejsc w Norwegii. Naerofjord wpisany jest na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO i został uznany za najpiękniejszy krajobraz fiordowy na świecie. Norweskie domy o typowej drewnianej architekturze i odmianie czerwieni idealnie wkomponowane są w teren. Wszystkie zadbane z ogrodami włącznie. Nigdzie tam nie jest brzydko. Spacer nad brzegiem fiordu oddaje w pełni czar tego miejsca. Nigdy nie myślałam, że w norweskich akwenach jest tyle odmian roślinności, czerwonych rozgwiazd i to wszystko widać już z pomostu.

Wieczorem Pani w recepcji hotelu zapytała czy rezerwujemy stolik na kolację. W sumie prawie nikogo tam nie było, a wieczorem okazało się, że restauracja była pełna gości. Wiemy też dlaczego, pyszności. Jedzenie to inna historia…, ale spróbowaliśmy jelenia i halibuta. No i jedno małe piwko, doceniliśmy te smaki, nie tylko ubytkiem kasy na koncie. Kolacja koszt około 700 zł. Warto było, zresztą śniadanie tam pokazało, że Norwedzy stawiają na dobry i swojski produkt. Stwierdzam, że tak dobrego śniadania, nie jadłam chyba w żadnym hotelu, a trochę ich odwiedzamy. Potem już nie było tak na bogato, ale nie o to chodzi.

Obok jest kolejna cudowna miejscowość FLÄM, gdzie przycumowują wielkie wycieczkowce ze starszym towarzystwem z całego świata. Co za view. Zwiedzić można za darmo Muzeum Kolei, stąd też rusza w najbardziej malownicza trasę kolejową na świecie – Flåmsbanen o różnicy poziomów 864 . Nie skorzystaliśmy z tej oferty z uwagi na wypożyczone auto i norweskie ceny, może kiedyś.

Kto w drodze, ten nie skiśnie. UT PA TUR, ALDRI SUR !

„Śnieżną drogą” dotarliśmy na punkt widokowy Stegastein – jest to Norweski Szlak Krajobrazowy i nic dziwnego widokowo bajeczny! Z drewnianego punktu widokowego, na końcu przeszklonego można podziwiać Aurland oraz Aurlandsfjorden. Punkt zaprojektowali Todd Saunders i Tommie Wilhelmsen a ukończony został w 2006 roku. Oczywiście by podziwiać panoramę trzeba mieć nieco szczęścia, nawet latem mgła może skutecznie utrudnić tę wydawałoby się prostą czynność. Niedaleko jest Lærdal, które z kolei słynie z najdłuższego tunelu – 24,5 km!

Aha! Ronda w tunelach tylko w Norwegii😳a tunelami przejechaliśmy kawał drogi.

Nic nie odda tego, co widzimy na własne oczy, a norweskie widoki są rzeczywiście niesamowite. Surowy, baśniowy klimat, przyrodniczo nieziemski, zieleń soczysta, owieczki, sady jabłkowe na zboczach fiordów, brak słów. W sumie Norwegia po prostu powaliła nas na kolana.

Norweskie państwo to fenomen. Jak pojeździć rowerem bez roweru i jak na nartach bez nart. No problem. Są to wypożyczalnie, tak jak biblioteki. Należy założyć profil na stronie internetowej BUA, która w ofercie ma różnego rodzaju sprzęt, nawet ten do łowienia ryb. A wszystko po to, by każdy nawet jak nie ma pieniędzy mógł aktywnie spędzać czas, a przede wszystkim na świeżym powietrzu.

Dobra natury to po prostu norweski styl życia, stąd też większość Norwegów aktywnie spędza każda wolną chwilę i nie jest to chwila w czterech ścianach.

Ostatni dzień wyjazd z rana na kolejny fiord Mofjoren i znowu bajka. Po drodze parę stopów na fotki, stare opuszczone mega miejscówki, tu nabiera się ochoty na podróż kamperem. Co za view o poranku!

Miejscowość MO była naszym celem tego dnia. Z sentymentu do nazwiska. OT w MO. Ale jak się okazuje nie jest to najkrótsza nazwa miejscowości – A – to przepiękna wioska rybacka na Lofotach. Polecana jest jako jedna na trasie przez Lofoty w książce „Norwegia oczami łowców zórz” autorów bloga KAT and Rab. Z czerwonymi domami i pięknie usytuowana, to może być kolejny cel naszych podróży.

W drodze na lotnisko poszliśmy jeszcze pod pałac Gamlehaugen – rezydencji rodziny królewskiej, a następnie spacerem pod stary kościół Wikingów – Fantoft stavkirke. Warto, piękne miejsca z historią w tle.

Nasza mini kolejna wyprawa znowu pokazała, jaki cudowny jest świat! Na Nordkap niestety nie dotarliśmy, ale … next time! Cztery dni to nic na zwiedzenie tego „Kraju ukrytego za stu milami”, ale co mogliśmy to zwiedziliśmy i podziwialiśmy.

Nie było miejsca, gdzie nie chciało się stanąć i zrobić fotki. Co tu dużo pisać – NORWEGIA TO SAME NIESAMOWITE WIDOKI. Kilka pięknych i topowych wodospadów nie mogliśmy pominąć na swojej drodze. A zrobiliśmy ponad 800 km. Jeździliśmy zgodnie z przepisami, ponieważ mandaty są bardzo drogie. A policjant w Norwegii, wcale nie musi być idealnie widoczny i umundurowany, są zamaskowani, niczym myśliwy polując na zbyt szybką zwierzynę.

BERGEN czyli bramę fiordów zostawiliśmy na koniec. Hanzeatycka zabudowa idealnie komponuje się z nową częścią miasta. Poranek rozpoczęliśmy jak Norwedzy, wchodząc na wzgórze Floyen – na wysokości 399 m.n.p.m. Można wjechać kolejką, ale bez przesady. Norwedzy bardzo dbają o kondycję, co widać na każdym kroku. Szacun za to !

Miasto w sumie zwiedziliśmy w pół dnia. Nabrzeże Bryggen to zabytek UNESCO. Stara drewniana zabudowa, obok nabrzeża. No i nie mogłabym nie wspomnieć o cenach. Tanio nie jest. Dobrze, że byliśmy na to przygotowani, trochę kabanosów i ciasteczek zawsze wejdzie do małego bagażu. Zresztą trzy dni na diecie nikomu nie zaszkodzi. Niby deszczowe miasto, całe szczęście nas oszczędziło. Ale nie miasta były celem tego wypadu, a widoki.

Powrót do Norwegii będzie na pewno… next time przygotujemy się bardziej na trekking na lodowiec i Trolltunga. Podczas tego wyjazdu dotarliśmy na parking, a jak się okazało stanowczo za późno, żeby wyruszyć w góry.  Historia w stylu nie doczytałam.

Stwierdziliśmy, że i tak jedziemy na wodospad Skjervefossen, a od niego w sumie już rzut beretem na Język Trolla czyli Trolltunga. Jedziemy, widoki amazing, serpentyna za serpentyną, mijanki, mega wąsko.  Po drodze w Odda zabieramy na stopa dwóch młodych francuzów. Ok. Ich pytanie – a jest 16 – będziecie tam spać? A my, że nie. Pewni, że zaraz podjedziemy pod cud natury. No i wjazd kończy się na parkingu 2, 3 jest, ale trzeba wcześniej zrobić rezerwację i koszt parkingu za dobę to ok. 500 zł. jak się okazało prawie cały dzień trwa wyprawa na Trolltungę, piesza oczywiście – 28 km w dwie strony! Uznaliśmy, że nie jesteśmy przygotowani, nie w tych butach i nie w pośpiechu. I to będzie główny powód powrotu do Norwegii.

Podsumowanie jest takie, że Norwegia jest wspaniała. Jeżeli wszystko dobrze zaplanujesz, a nie jesteście zbytnio wybredni i wymagający to wcale nie jest każdą kieszeń. Paliwo, auto, ceny z parking nie przyprawiły nas o zawrót głowy. No, tylko ta jedna kolacja. Ale raz się żyje. No dobra ten, kto podróżuje dwa.

Ciekawostki – z samolotu podczas lotu w dzień i przy dobrej pogodzie widać wiele kół na wodzie – co to jest? To hodowle łososia, którego akurat Polska jest z Norwegii największym importerem w Unii Europejskiej. Kto by pomyślał.

ZORZA to moje kolejne podróżnicze marzenie. Fascynuje ludzi od tysięcy lat. Powstaje na skutek burz magnetycznych na Słońcu, które wyrzucają w kierunku naszej planety ogromne ilości naładowanych cząsteczek. Cząsteczki te natrafiają na atmosferę i magnetosferę ziemską, pobudzając wodór i azot, w wyniku czego możemy podziwiać ten nadzwyczajny spektakl. Aurora hunter czyli jak zostać łowcą zórz. Sprawdzić kiedy są widoczne lepiej lub mniej i gdzie. Tromso stało się liderem wśród miast odwiedzanych przez turystycznych łowców zórz.

Pamiętajmy, że największa szansa na zobaczenie zorzy to wrzesień lub marzec.

Czyli kolejny wyjazd na północ Europy planujemy na upolowanie zorzy. Ale najpierw musimy upolować tani bilet!

Do zobaczenia na Nordkapp…