• Menu
  • Menu

KO CHANG – TAJSKIE WAKACJE NA WYSPIE SŁONIA. IDEALNA WYSPA NA ODPOCZYNEK I JAZDĘ SKUTEREM. MROCZNA HISTORIA Z WYSPY I STATEK WIDMO…

Julia Ot

KO CHANG – na Wyspie Słonia byliśmy dwa razy i wrócimy. Raz po wizycie w Kambodży, kolejny raz po naszym ślubie w Bangkoku z dużą ekipą i z dziećmi. Za każdym razem jechaliśmy busem zorganizowanym można powiedzieć z marszu, po małych pertraktacjach, co do ceny. Zazwyczaj wychodziło od 50 do 80 zł za osobę z Bangkoku. Dojeżdża się w około 5 – 6 godzin na prom, który na wyspę płynie około godziny i dopływa do Dan Khao Centerpoint Ferry Pier na północno-wschodnim wybrzeżu.

Kierowca zazwyczaj kupował bilety na prom. Najlepszy był nasz drugi kierowca, który został z nami na tydzień, mieszkał w busie na hotelowym parkingu, kupił ciuchy w Tesco i stwierdził, że nie opłaca mu się wracać do Bangkoku, a przy okazji odwiedzi rodzinę, a my będziemy mogli korzystać z jego usług na miejscu. Rzeczywiście kilka wycieczek w tym rejs na połów ryb czy kolejną wyspę zorganizował nam w konkurencyjnej cenie, więc fajnie, że został. Tym bardziej, że transport na lotnisko do Bangkoku był już z nim dogadany.
Hotel, a raczej domki w Bailan Beach Resort po raz drugi wybraliśmy te same. Sprawdzone, dobra cena, duży wybór potraw na śniadanie. A co najważniejsze bez tłumów. Blisko po koktajle przy drodze czy kilku fajnych knajpek. Koh Chang Bailan Beach Resort był przyjemny. Dzieci miały basen, otwarty i duży teren, nad wodą ścieżki do spacerowania i relaksu. Masaże były kiedyś przy basenie, za drugim razem niedaleko i nawet te same masażystki. Kawałek dalej plaża na miejscu. W każdej chwili każdy mógł wsiąść na skuter i jechać, tam gdzie miał ochotę.

Mama i ciocie były tam też z nami dwa razy i pomimo nie jeżdżenia na skuterze, nie nudziły się. Albo podjechaliśmy jeepem na pace, albo na plażą były podważone skuterem. Dla chcącego nic trudnego. My też nie młodniejemy, a chęci do podróży mamy większe, tym bardziej zawsze zapytajmy starszyznę, może chce jechać z nami. A nasze starsze Panie są bezbłędne i o nich jeszcze nie raz napiszę. Do tańca i do różańca!


A wyspa Chang ma wiele atrakcji od przepięknych plaż – White Sand Beach, Kai Bea Beach czy Lonely Beach, po wodospad, trekking o dżungli i wiele innych. Na wodospad Klong Phlu można wybrać się na piechotę lub podjechać. Sama nazwa wyspy – chang to znaczy słoń – oferuje możliwość poznania bliżej słoni, a nawet pojeżdżenia na tych wspaniałych zwierzętach. Wiem, że każdy ma mieszane uczucia, co do przejażdżki na słoniu, ale tam bardzo o nie dbają, nie męczą, nie biją, a przejechanie się na takim słoniu jest prawdziwą przyjemnością. Trasa jest przez dżunglę, dzieci mogły najpierw nakarmić słonie, zobaczyć małe. Przede wszystkim sama pamiętam kiedy pierwszy raz usiadałam na głowie słonia – pierwszy wyjazd do Tajlandii i dotknęłam jego skóry, te włosy, uszy, niesamowite zwierzęta. Nawet dzieci mogą jechać na oklep. Frajda była jeszcze większa, kiedy mogły jechać same na słoniu. Dzieciaki były zachwycone. A umówmy się gdyby nie turyści, to te słonie miałyby może jeszcze gorzej. Nie będę udawać i piszę, to co myślę. Zresztą zazwyczaj użalający się nad losem zwierząt, nie mają czasami jednego swojego zwierzaka. Nie ważne, jak wyspa słonia to musi być i słoń! A mieszkają tam w swoich naturalnych warunkach, w dzikiej roślinności. Na specjalnych siodełkach mogą siedzieć maksymalnie dwie osoby.

Bez tłumów, pusto, idealne miejsce do skuterowych wojaży! Bardzo ciekawy i urozmaicony teren, kilka ostrych zakrętów, więc niech Ci, którzy nie jeździli nigdy skuterem czy motocyklem niech będą ostrożni. Cena z wypożyczenie skutera to od 100 -150 bath za dzień, czyli około 15 złotych. Tylko jeździć !

Kolejne super miejsce to wioska rybacka – FISHING VILLAGE oraz BANG BAO PIER, można tam zjeść pyszne świeże owoce morza i ryby, a także wypłynąć na łowienie ryb. Mama i ciocia oraz chłopacy zachwyceni. To co złowili, potem było grillowane na obiad. Przedziwne rybki wyławiali, ale duży obiad to nie był. Przy okazji było snorkowanie i podziwianie wyspy z Zatoki Tajlandzkiej.

Nasze ulubione miejsce na Koh Chang to: plaża i opuszczony wielki Koh Chang Ghost Ship. Statek widmo, który utknął raczej specjalnie przy plaży . Trzeba kierować się na południowa część wyspy, gdzie po opłaceniu 100 bathów, wjeżdżasz na teren upadłego centrum hotelowego. Powstało, a potem zostało zamknięte. To jedno z najbardziej przerażających i najbardziej opuszczonych miejsc w Tajlandii.

Zaczęło się jako szalony kurort marzeń na odległym południowo – zachodnim krańcu wyspy w małej tajnej Lagunie ze statkami zamienionymi w pływające hotele obsługujące gości, którzy dawno odeszli. Obecnie ośrodek jest całkowicie opuszczony, a od 2016 roku na brzegu utknął ogromny statek wycieczkowy – widmo. Ten statek był kiedyś statkiem wycieczkowym, który został następnie porzucony na wybrzeżu, ostatecznie przekształcony w luksusowy hotel i ponownie opuszczony!

Miejscowi nazywają go statkiem – widmem ( lub w ogóle o tym nie rozmawiają ), ponieważ ludzie zabijali się, skacząc z góry i prawdopodobnie tak powstały te mroczne historie. Cały obszar jest bardzo piękny i niesamowity, a zwiedzanie kurortu jest fanem samym w sobie. Plaża idealna, nawet ostatnim razem działał bar z przekąskami. Drugim razem jak tam dotarliśmy, plaża już nie była nieskazitelna. Postanowiliśmy ją posprzątać. Dołączyli nawet inni turyści i to było mega pozytywne. My mieliśmy zrobiony dobry uczynek, a mega hałda śmieci pozbierana. Największy plus tego miejsca to całkiem pusta plaża. A otoczenie jest niesamowite, dlatego jak będziecie na KO CHANG koniecznie musicie się tam udać.

KO CHANG to miejsce niedaleko od Bangkoku, ale zachowało namiastkę dzikości i super przyrody. Oby tak pozostało, bez wielkiej bazy hotelowej i tłumów. Nie wycina się tam dżungli, chroni słonie, dba o przyrodę.

Tam wypijecie najlepsze koktajle, zjecie pyszne tajskie curry i krewetki, popłyniecie na ryby, pobawicie na jednej z imprez na plaży, czy zwyczajnie będziecie mieć fantastyczne tajskie wakacje.