• Menu
  • Menu

ISLANDIA …W KRAINIE LODU I WULKANÓW…TREKKING PO NAJWIĘKSZYM LODOWCU EUROPY

Julia Ot

Wbrew temu, co sądzą niektórzy Islandia zimą jest wspaniała. Gdy masz 4 dni na zwiedzanie Islandii, wypożycz auto i ruszaj! Można zobaczyć wiele atrakcji! Nasz top 10 to:

1. TROLL Expedition Skaftafell – wycieczka po największym lodowcu Europy VATNAJÖKULL i do jaskiń lodowych,

2. Jezioro lodowcowe Jökulsárlón,

3.Diamentowa Plaża

4.Czarna Plaża i skały Reynisdrangur

5.Vik – kościół

6.Termy Laugarvatn Fontana

7.Złoty Trójkąt: wodospad Gullfoss

8.Park Narodowy Þingvellir

9.Geysir

10. Sólheimajökull

11.Reykjavik

12. Wodospady

13. Port w Hafnarfjörður

14. Szukanie Aurora Borealis – bezskutecznie – stąd powód żeby wrócić! Islandia czeka i kusi krajobrazami.
Wyjazd ten był prawdziwą przygodą życia… niesamowite widoki, lodowe szczeliny, moreny, wędrówka po lodowej górze wgłąb trzeciego lodowca świata! Ekstremalnie jak na początek przygody z rakami i czekanem… ale nie koniec! Z lodowca tego wypływa większość większych rzek na wyspie, a pod jego kopułą skrywają się jedne z najbardziej aktywnych wulkanów Islandii. W drodze na górę ognia…wszechobecna lawa i lód! Ale od początku.

Plan był od jakiegoś czasu, ale wyszło jak zawsze na spontanie. Czyli bilet na 15 listopada 2023 roku, telefon do EKIPY idealnej na tego typu wyjazd, akceptacja i lecimy.
Ale nie tak od razu, ponieważ w tym czasie akurat jeden z wulkanów przypomniał sobie o swojej aktywności nieopodal miejscowości GRINDAVIK i postanowił tysiącom mieszkańców i nie tylko pokrzyżować trochę plany.
Ewakuowano całe miasteczko, ale my nie wiem czy odważnie, czy bezmyślnie postanowiliśmy lecieć. Lotów nie odwołano, a trzęsienia ziemi nie były tak mocne, żeby wstrzymano ruch w tych rejonach. Co prawda odwołaliśmy wcześniej zarezerwowane noclegi i postanowiliśmy, że będziemy rezerwować na miejscu w zależności od sytuacji.
W rejonie półwyspu REYKJANES dwa dni przed naszym wylotem zanotowano silne i częste wstrząsy. W miejscowości Grindavik padło całe zasilanie i postanowiono ewakuować całe miasto.
Jak okazało się na miejscu, na mieszkańcach tego kraju leżącego na styku dwóch płyt tektonicznych nie robi to najmniejszego wrażenia. Żyją i pracują / najczęściej w systemie 3 dni pracy 2 wolnego, lub na odwrót / jak każdego dnia, bez emocji. Fakt kraj ten ma 33 aktywne wulkany, więc jest najbardziej aktywnym sejsmicznie miejscem w Europie.
Wulkan FAGRADALSFJALL postraszył, magma popłynęła podziemnymi korytarzami, a my jednak polecieliśmy. Założenie było totalnie budżetowego wyjazdu, bo już tegoroczne limity trochę przekroczyliśmy. Czyli ograniczamy wydatki jak się da. CZY ZWIEDZENIE TANIO ISLANDII JEST MOŻLIWE – JEST.
Postanowiliśmy do podręcznego bagażu upchać suchy prowiant, zupki, paczkowane wędliny i ser, pasztet, chleb typu pumpernikiel, itp. co kto lubi i żeby nie być głodnym przez 4 dni. Kanapki były w każdej kieszeni mojej kurtki, a cel został zrealizowany. Najważniejsze, że można wwieźć do Islandii 10 kg jedzenia. Czyli tego limitu nawet w połowie nie przekroczyliśmy. Termosy półlitrowe to bezwzględnie najważniejsza rzecz do zabrania. Ciepła kawa i herbata musi być. Nie wydaliśmy nic na jedzenie na miejscu – tylko na jedną świeżą bagietkę. Można i tak.
Lot z Gdańska do Reykjavik, a w sumie docelowo Keflavik to koszt w dwie strony ok. 260 – 450 zł w dwie strony. Zależy kiedy. Na przykład marzec 2024 – 07.03.2024 -12.03.2024 – cena 260 zł w dwie strony. Wylot czwartek po pracy i powrót póżny wieczór czyli można wykorzystać dzień wylotu na maksa.
Noclegi wyszły też normalnie – ceny polskie – warunki super. Pierwszy nocleg – przy samym lotnisku i wypożyczalni, z której wypożyczalismy samochód. BANK GUESTHOUSE by KEF Airport – to cena 300 zł za dobę za dwójkę. Fajnie wyposażona kuchnia, miło i przyjemnie. Kolejne to hotelik nawet ze śniadaniem – ADVENTURE HOTEL HOF.
Ostatni nocleg w BJORK GUESTHOUSE – cena 365 zł za 4 osoby – 2 osobne pokoje z jedną łazienką. Nazwa zobowiązuje, zresztą kiedy my spaliśmy w Bjork, ona grała koncert w Krakowie. I dalej ma się świetnie, a jej oryginalność biła i bije na głowy. Stylówka i muzyka niepowtarzalna.

Z samego rana każdego dnia ruszamy dalej, żeby zobaczyć jak najwięcej. I jak się okazało bardzo ciemnego rana, wschód słońca na Islandii o tej porze roku jest około 8.45, więc jasno jest po 9. Powiedzmy.
ISLANDIA – kraina skrajności, które razem tworzą niesamowite krajobrazy! Moje fotki, bez obrabiania – wyspę ognia i lodu może ciut Wam przybliżą. I jak widać nie ważne jaką porą roku. Plan wyjazdu był między innymi, żeby zobaczyć zorzę polarną. Trzy dni poszukiwań z najlepszą apką do śledzenia zorzy, której nie zobaczyliśmy, za to wszystko inne, co było możliwe do zobaczenia owszem! Pocieszeni przez super Panów z wypożyczalni, że byli tacy, którzy 10 razy przylecieli i też nie zobaczyli. No cóż, nie można widzieć wszystkiego. Ale to trochę jak być w Rzymie i papieża nie wiedzieć.

Pamiętajmy większość atrakcji jest za darmo, natura w wydaniu ekstra, jedynie parkingi przed wejściem są płatne, ale to niewielki koszt – około 20 – 30 zł. W tym miejscu wspomnę, że wypożyczenie auta to koszt 2000 zł z paliwem i ubezpieczeniem do podziału w naszym wypadku na 4 osoby.
Pamiętajmy na Islandii nie ma kolei, nie jeździ żaden pociąg. Autobusy też nie są idealnym rozwiązaniem na zwiedzenie tego kraju. Stąd wypożyczenie auta jest optymalnym rozwiązaniem.
Po przylocie oczywiście rozpakowanie i ruszamy cel – zorza pomiędzy Keflavikiem, a Reykjavikiem. Czekamy w miejscu gdzie nic nie ma, i czekamy i potem stwierdzamy, że nie będziemy tak stać pół nocy, ruszamy dalej. Zajeżdżamy do portu w miasteczku HAFNAFJORDUR, łodzie i mega turkus wody. No i jeszcze ELFY, w których istnienie wierzą Islandczycy, a to miasto jest ich najbardziej znaną siedzibą. O Elfach mówi mitologia nordycka, a mieszkańcy wierzą, że żyją w ogrodzie w centrum miasta. Mogą być czarne i jasne, to tzw. ukryci ludzie. Po drodze mam wrażenie, że w wielu miejscach na Islandii mogą mieszkać E L F Y.

Przystanek nr 1 na porannej trasie to wodospad SELJALANDSFOSS. W tłumaczeniu – wodospad sprzedanej ziemi, i nie przypadkiem, wokół wszystko jest prywatne, ale widocznie nikomu nie przeszkadzają masy turystów. To jeden z 918 wodospadów na Islandii. Trochę pada, ale turystów już z samego rana jest bardzo dużo. 65 metrowy wodospad powstał na odsłoniętym morskim klifie, który uformował się pod koniec ostatniej epoki lodowcowej. To właśnie w tym miejscu przebiegało wybrzeże, a po przejściu lodowca przesunęło się dalej. Spacer, kilka zdjęć i kierujemy się dalej w stronę lodowca SOLHEIMAJOKULL.

Dojazd na parking już był bardzo widowiskowy, a ukryty po prawej stronie od parkingu spektakularny jęzor lodowcowy spływający z lodowca Myrdalsjokull czwartego co do wielkości lodowca na Islandii zrobił na nas mega wrażenie. Pierwszy raz w życiu widziałam lodowe kry, w lodowcowym jeziorze, w kolorze typowym dla lodowca i ten jęzor schodzący do doliny. Nie wiem jak Was, mnie takie widoki po prostu cieszą, przeżywam bardzo, a niesamowitość przyrody jest fantastyczna. Lodowiec jest bardzo dostępny, a dojście także. Część turystów zwiedza lodowiec z przewodnikiem. Zresztą uważam to za bardzo odpowiednie, w szczególności, że na dalsze jego części nie można wchodzić indywidulanie.

Kolejny ważny i znany punkt to VIK & MYRDAL – poszarpane czarne skały i plaża REYNISJARY, tam gdzie fale wciągają turystów do oceanu. Czarna plaża została zaliczona do jednych z 10 najlepszych plaż na świecie i nie jest w tropikach! Wieje jak czort, ale nie przeszkadza to w podziwianiu tego mrocznego, ale równie niesamowitego miejsca. Od razu wzrok przyciągają bazaltowe klify oraz formacje skalne wystające wprost z oceanu. Skały Reynisdranga jak tajemnicze postacie wyłaniają się z fal. Sceneria z mrocznego thrillera. Ten malowniczy czarny zakątek bywa także bardzo niebezpieczny. Całe południowe wybrzeże Islandii jest przecież wystawione wprost na otwarty Atlantyk. Pierwszy stały ląd wprost na południe stąd to… Antarktyda! To właśnie na Islandii jest niesamowite, że najbardziej z lądów ziemskich przypomina Księżyc, a nie raz była tłem dla wielu kinowych hitów, od Bonda, Batmana czy Gry o Tron.

Jeszcze wjazd do samego VIK, fotka z góry na wybrzeże i kościół, łyk ciepłej herbaty i jedziemy. Po drodze oczywiście robimy przystanki, widoki kuszą co krok, niesamowite połacie mchów, lawy porośniętej inną roślinnością.

Śpieszymy się, żeby jeszcze za jasnego dojechać do jeziora lodowcowego Jökulsárlón to najlepsze w Europie miejsce do podziwiania cielącego się lodowca. Jednym z niezwykłych efektów tego zjawiska jest także powstanie pobliskiej Diamond Beach. Mnóstwo wielkich kawałków lodu leżący na czarnym piachu, świetne widoki. Kryształowo, miejsce skąd fragmenty cielącego lodowca wpadające do oceanu, a niektórzy chcąc mieć mega fotkę siadają na wielkich lodowych kawałkach i… chwila nieuwagi fala praktycznie porywa Chinki siedzące na lodzie w głąb wody…

Można powiedzieć, że pierwszy dzień był intensywny z Keflavik do Jokulsarlon to 415 km, jeszcze dodać dojazd na nocleg to prawie 500 km. Ale uważam, że to dzięki dobrej pogodzie, nie było śniegu, więc to pozwoliło na bezpieczne i sprawne poruszanie.

Drugi dzień mamy zarezerwowane z GetGuide wyprawę na lodowiec. Po śniadaniu w Adventure Hotel HOF jedziemy dosłownie 5 minut do biura TROLL Expedition. Tam mega obsługa, przymierzanie raków, butów trekkingowych, czekany, kaski – to wszystko mamy w cenie. Dwóch przewodników dobiera swoje grupy. Wsiadamy do wielkiego auta ciężarowego przerobionego na terenowe auto i ruszamy pod lodowiec.
Po pokonaniu typowo górskiej drogi po kamieniach, przystanek na krótkie szkolenie, jak założyć dobrze raki, zapiąć, no i jak w tym chodzić. Nie ukrywam dla mnie było to zupełnie nowe doświadczenie, a zarazem ekscytujące. Samo wejście do jaskini lodowej to było coś – ten kolor idealnego lodu w kolorze turkusu, inny świat.

Z kolei marsz po Skaftafell i największym lodowcu Europy VATNAJÖKULL oraz do szczelin lodowych, jak dotychczas było jedną z najlepszych przygód podróżniczych mojego życia. Przeżywam to strasznie, bo bardzo mi się podobało, a robiło nie małe wrażenie na wszystkich uczestnikach z całego świata. Była i starsza pani z Meksyku, młodzi Włosi, którzy mieli za sobą pierwszy lot samolotem w życiu i właśnie na Islandię. To także o czymś świadczy – Islandia jest niesamowita. Lodowiec trzeci na świecie zdobyty, widoki zostaną z nami na długo.

Potem dylemat, wrak samolotu amerykańskiego DAKOTA C-117, czy zdążymy czy nie dojechać na nocleg. Odpuszczamy, bo trochę kilometrów do przejechania zostało, a do samolotu też kawałek z buta, a wiało jak cholera. Kierunek Złoty Trójkąt i znowu skarby przyrodnicze Islandii, to co matka natura pozostawiła wspaniałego na ziemskim globie.
Zasłużony odpoczynek w Laugarvatn Fontana, gdzie skorzystaliśmy z uzdrawiającej mocy łaźni parowych i relaksujących gorących basenów, z morsowaniem włącznie! Mega miejscówka praktycznie kilka kroków za noclegiem Bjork. Normalne ceny, a przy tym różnorodność basenów z różną temperaturą oraz sauny. Nad samym jeziorem – polecamy. Ponadto bardzo blisko do Parku Narodowego Pingvellir.
Blue Lagoon przez przewidziane erupcje w Grindaviku było zamknięte i pozostaje nadal, stąd nasze zmiany planów i organizowanie wszystkiego na spontanie.

Trzeci dzień ruszamy o poranku na Złoty Trójkąt: Gullfoss, Þingvellir, Geysir w najpopularniejszą trasę Islandii, którą my zrobiliśmy na sam koniec. Objechanie tych atrakcji to niecałe 300 km. Poranek rozpoczęliśmy w półmroku kierując kroki na wodospad Gullfoss jest jednym z najpiękniejszych wodospadów Islandii, dlatego nie możemy pominąć go podczas planowania podróży! Masywy wody spływające w dół wąwozu robią wrażenie i udowadniają, jak potężne mogą być siły natury!
Kolejnym miejscem ze Złotej Trójki jest park Þingvellir. To jedyny obiekt wpisany na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO na Islandii. W parku stykają się dwie płyty tektoniczne – eurazjatycka oraz północnoamerykańska, co przekłada się na silną aktywność sejsmiczną i wulkaniczną wyspy. Można zaobserwować to przystając przy gejzerze Strokkur znajdującym się na trasie Złotego Trójkąta – wybucha on średnio co 5 – 10 minut. Oczekiwanie na kolejny wystrzał gejzera jest super i na wszystkich robi to ogromne wrażenie. Dotykamy ziemię, skały które po prostu zwyczajnie oddają ciepło. Może tak jest właśnie na księżycu ?

Ostatnim punktem na trasie Złotego Trójkąta jest gejzer Geysir, nazywany ojcem wszystkich gejzerów. To właśnie od jego nazwy pochodzi miano nadane wszystkich podobnym źródłom termalnym. Geysir słynął z niezwykle wysokich wystrzałów sięgających nawet 75 metrów, jednak od połowy XX wieku jest on nieaktywny i uruchamia się niezwykle rzadko – w efekcie trzęsień ziemi czy innych ruchów sejsmicznych. Możemy też zobaczyć największe jezioro na Islandii – Pingvallavatn, które znajduje się na południe od parku.

Spacer pomiędzy dwoma płytami tektonicznymi to nie tylko świetny rozruch, ale spektakularne geologiczne doznanie. Trochę jesteśmy w Ameryce Północnej, trochę w Europie. Można zacząć od lewej lub prawej strony, w każdym razie warto przejść całość. Widok na mały kościółek i tablica upamiętniająca pobyt Jana Pawła II w tym miejscu. Ostatnio zaczęłam się zastanawiać w ilu miejscach byliśmy, tam gdzie był nasz papież. Zaznaczyć należy, że pielgrzymki i nawet nie pielgrzymki innych papieży nie są tak szczególnie oznaczane. Chyba, że tylko nasz papież wybierał nie tylko bazyliki czy wielkie miasta, a przyrodnicze cuda tego świata, najpiękniejsze miejsca na ziemi. Kiedyś może policzę… Ale wybór tego miejsca nie był przypadkowy, bo tutaj porzucono staronorweskie wierzenia na rzecz chrześcijaństwa.

To także tutaj gromadził się ALTHING czyli islandzki parlament. A prawo głosu mieli wodzowi klanów, a jest do dzisiaj najstarszym i działającym parlamentem. Obradowano na ryfie do 1799 roku, a teraz w Reykjaviku o kraju decyduje garstka parlamentarzystów – zaledwie 63, wybieranych co 4 lata.
Magiczne miejsce to mało, można rzec centrum historii, dziejów i przyrodniczych pomników na skalę światową.
Na koniec naszej podróży zawitamy jeszcze do stolicy Reykjavíku. Parkujemy od razu pod najbardziej charakterystycznym kościołem Hallgrímskirkja. Zachwycił najwyższy budynek, a zarazem luterański kościół Hallgrímskirkja. Wyglądem nawiązuje do bazaltowych formacji i jest symbolem islandzkiej stolicy. Prowadzi do niego tęczowa droga rodem z nordyckiej mitologii Bifröst – płonący, tęczowy most łączący świat śmiertelników – Midgard ze światem bogów – Åsgardem. Syn mnie oświecił. Budynek kościoła zaprojektował Guðjón Samúelsson, wzorował się na bazaltowych formacjach znajdujących się na wyspie, zresztą mamy już porównanie, skały na czarnej plaży przypominają te na budynku. Zajrzeliśmy do środka na sekundę, nie wpuszczano dalej ponieważ trwał koncert.

Stolica okazała się urocza i kolorowa. Reykjavik jest pełny zabytkowych budynków oraz reliktów kultury Wikingów. Nie zabraknie też współczesnych architektonicznych perełek, malowniczych portów czy zachwycających kolorami drewnianych domków.
Old Harbour, czyli stary port, to kolejne niezwykle urocze miejsce w stolicy Islandii, ale idziemy jeszcze pod pomnik Sun Voyager, mający symbolizować łódź marzeń.
Kierując się w lewo idziemy zobaczyć przed ostatnią atrakcję – HARPA – to nowoczesny budynek, gdzie znajduje się sala koncertowa i centrum konferencyjne, sklepy, bary. Robi wrażenie.
Miasto idealne na zakończenie wyjazdu, do przejścia bez problemu i na na pewno wartezobaczenia! Nowoczesne i nordyckie, tak jak oczarowała nas Islandia, tak miło zaskoczył Reykjavik.

Tak blisko koła podbiegunowego i bieguna północnego jeszcze nie byliśmy 🌐 Grenlandia kusi i tym samym mamy kolejny – 66 kraj zwiedzony – nie mówię, że nie wrócimy – Islandia to kosmiczny kraj – północ także jest piękna! No mamy fuksa, ziemia pod nami się nie zatrzęsła, a żaden z wulkanów nie wybuchł, ale szczęścia do zorzy nie 🤢
Wybuch nastąpił równo miesiąc później, a pomimo tego życie na Islandii toczy się dalej swoim rytmem i nic go nie zakłóci, nawet widowiskowa lawa buchająca z krateru. Samoloty latają, lotnisko działa bez zmian, a zatem tylko lecieć.
GODA FERO …… planuj i nie czekaj, jak nie TY to KTO ?