• Menu
  • Menu

Ślub w Królestwie Tajlandii. Jak samemu zorganizować ślub za granicą.

Julia Ot

TROPIKALNE WESELE. ŚLUB NA WŁASNĄ RĘKĘ W TAJLANDII. CZYLI JAK ZORGANIZOWAĆ NIEZAPOMNIANY ŚLUB ZA GRANICĄ ZA MAŁE PIENIĄDZE. NIE JEST TO NASZA PIERWSZA WYPRAWA, A CO ZROBILIŚMY ŻEBY BYŁA JEDYNA I WYJATKOWA. PODPOWIADAMY JAK WYRUSZYĆ W ŚLUBNĄ I ZARAZEM POŚLUBNĄ PODRÓŻ.

BANGKOK – TAM BYŁ NASZ ŚLUB. NIETYPOWE MIEJSCE NA ŚLUB, DLACZEGO NIE.

 „Wszystkie nasze marzenia mogą się spełnić – jeśli mamy odwagę je realizować.”

W styczniu 2020 roku w Bangkoku – powiedzieliśmy sobie – TAK❤️🥂🍾🌴Cudowny i niezapomniany dla nas dzień! Jak widać na spełnianie marzeń nigdy nie jest za późno, ale należy je mieć. Trzeba wierzyć, czasami cierpliwie czekać, ale zawsze cieszyć się życiem – bo jest cudowne!

A razem kochając się to raj! Wdzięczni za zdrowie, za podróże i za wspaniałych ludzi na naszej drodze.

 „Miłość nie polega na tym, aby wzajemnie sobie się przyglądać, lecz aby patrzeć razem w tym samym kierunku” Antoine de Saint-Exupéry i tak MY nie patrząc na innych, a razem w jednym kierunku – kierunku podróży – podjęliśmy decyzję – ślub w Azji.

TAJLANDIA  i jej stolica Bangkok. Może mało romantycznie, ale tak zdecydowaliśmy. Trochę szalone, jak imprezy na Khao San Road, ale potem fru… i po ceremonii jesteś tam gdzie chcesz. Jednej z wielu rajskich tajskich wysp, a wybór jest olbrzymi. To zależy do Was.

Od pomysłu do realizacji zajęło to nam około pół roku. Trochę biurokracji, cierpliwości, szczypta tajemnicy, kilogram zawziętości i dwa wytrwałości ot przepis na ślub w Bangkoku❤️.

Wszystko organizowaliśmy sami i jak się potem okazało byliśmy pierwszymi Polakami, którzy zawarli związek małżeński w Ambasadzie Polskiej w Bangkoku. W sumie jest się czym chwalić. Może nie wiekiem, ale ujmijmy to inaczej dojrzałą decyzją. Z miłości, z fascynacji podróżami, z chęci żeby ten jedyny, wyjątkowy dzień rzeczywiście taki był. I BYŁ ❤️❤️❤️.   Wspomnienia bezcenne!

My z wielką przyjemnością podzielimy się naszym skromnym doświadczeniem.  Może niektórych zainspirujemy. Jak szaleć to szaleć i nie jest potrzebna to tego nie wiadomo jaka kasa!!!      

Można upiec dwie pieczenie  na jednym ogniu – mieć super ślub i super trzytygodniowe wakacje.                  

Ślub w Ambasadzie  z udziałem Ambasadora i Konsula, daje przewagę nad ślubem na plaży, że jego waga urzędowa jest taka, jakby był zawarty w kraju. Plaża i tak była już wieczorem tego samego dnia i wspaniały wieczór nad Zatoką Tajlandzką.

Mowa oczywiście o ślubie cywilnym. Jeżeli chodzi o Tajlandię, wymagało to wcześniejszego przylotu na miejsce – czyli stolicy Tajlandii. My zrobiliśmy to przy okazji wyjazdu do Wietnamu w listopadzie 2020 roku, urwaliśmy się na jeden dzień do Bangkoku, żeby stawić się na umówione wcześniej przez Internet spotkanie w Ambasadzie. Nie było to łatwe zadanie, stwierdziłam, że zadzwonię do ambasady i ustalę co i jak. Dodzwoniłam się, ale udzielono mi informacji, że na stronie trzeba czekać na okienko z terminem do umówienia spotkania. Nic przez telefon. I tym samym przez 4 tygodnie co dzień wchodząc na stronę Ambasady, czekałam na ten dzień, a że mieliśmy już bilety do Wietnamu i z Sajgonu do Bangkoku widziałam mniej więcej kiedy chcemy tam być. W końcu po prawie dwóch miesiącach – udało się – mamy zostaliśmy wpisani.

Teraz trzeba zgromadzić całą wymaganą dokumentację, aktu urodzenia, zaświadczenia z Urzędu Stanu Cywilnego w Polsce, zapewnienia, itp. Wszystko jest opisane i dostępne na stronie ambasady. Ale lepiej zabrać więcej, niż mniej. Lecisz i raczej nie wrócisz po jeden dokument. Nie powiem, radziliśmy się w Urzędzie Stanu Cywilnego, co ewentualnie jeszcze może być potrzebne, trafiliśmy na super Kierownika Urzędu nr 2, który był bardzo rzeczowy i pomocny. Urzędzie nr 1 nic nam nie doradzono.

Kolejny krok, to zapewnienie w Ambasadzie o chęci zawarcia związku małżeńskiego. Nie wiem może po to, żeby sprawdzić, czy to nie nasze widzi mi się. Czy też real love. Trzeba dostarczyć dokumenty i złożyć oświadczenie o chęci zawarcia małżeństwa – oczywiście osobiście. To musi zostać zgłoszone w konsulacie lub ambasadzie co najmniej 2 miesiące wcześniej przed ceremonią.

Dobrze, że do przelecieliśmy wieczorem, spotkanie miało być rano, bo jak się okazało nie łatwo znaleźć Polską Ambasadę w Bangkoku w biznesowej dzielnicy Lumpini. Mając adres oczywiście.

Okazało się, że wszystkie ambasady innych krajów są oznakowane już na ulicy, ale nie nasza. Warto wiedzieć, ze nasz Ambasador oprócz Królestwa Tajlandii, akredytowany jest dla Królestwa Kambodży, Laotańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej oraz Republice Związku Mjanmy ( Birmy ).

I tak ambasada znajduje się w budynku Athenee Tower na Wireless Road w dzielnicy Lumpini, na 6 piętrze.

O poranku udajemy się z przyszłym mężem na umówione spotkanie o wyznaczonej godzinie do ambasady. Wpuszczają mnie. W środku piękna Tajka za okienkiem .. rozmowa jest po angielsku…czeka w środku jeszcze kilku studentów po wizę, żeby móc uczyć się w Polsce, co się też okazało nie jest dla nich takie proste.

I tutaj zaczynają się problemy. Nie wpisałam w osobną wizytę przy umawianiu spotkania Łukasza, więc go nie wpuszczono, był przed drzwiami.  Moje zaskoczenie, no przecież zapewnienie składają dwie osoby, wpisałam ich dane, no ale każdy musi mieć wizytę zamówioną osobno na własne dane.

Pani Tajka w ogóle nie widziała o co mi chodzi, więc poszła po panią sekretarkę z Polski, a Pani  mówi do mnie: „ no przecież nie można sobie tak przyjść i wsiąść ślub, z ulicy, trzeba dokumenty itp. ja na no, że dokumenty całą wielką teczkę dałam pani Tajce. Pani na to…hmmm. Aha…proszę zaczekać. Przyszła super Pani attaché… no wie pani, my nie mamy doświadczenia, ponieważ tutaj nikt nie brał jeszcze ślubu. A ja na to, że my właśnie w tej sprawie. A jeszcze lepiej – byliśmy pierwsi, którzy wpadli na ten pomysł.

Jak już omówiłyśmy, że mamy wymagane dokumenty, to pani stwierdziła, że  przecież trzeba jeszcze zapłacić. Ja na to, że narzeczony ma portfel, ale go nie wpuszczono. Oczywiście został wpuszczony i już domykaliśmy formalności razem.

Opłata za ślub za granicą – a tym przypadku w ambasadzie przed konsulem – to kwoty płatne w tajskich batach gotówką – 1.842 baty za przyjęcie i przekazanie do urzędu stanu cywilnego w kraju od osoby zamierzającej oraz 18.418 batów za przygotowanie dokumentacji dotyczącej zawarcia małżeństwa przed konsulem, przyjęcie oświadczeń o wstąpieniu w związek małżeński oraz oświadczeń w sprawie nazwiska noszonego po zawarciu małżeństwa i nazwiska dzieci zrodzonych z tego małżeństwa, sporządzenie protokołu z przyjęcia przedmiotowych oświadczeń i przekazanie go do urzędu stanu cywilnego w kraju oraz doręczenie odpisu aktu małżeństwa. Aktualnie ceny są praktycznie identyczne jak przed 3 laty. Łączna cena koszt około 2.500 złotych.

Pamiętajmy obrączki bierzemy ze sobą w podręcznym. Ważne paszporty i normalne nastawianie to podstawa. Nie mieliśmy fajerwerków, fryzjera, makijażystki, czy gołębi, najważniejsza jest przysięga dozgonnej miłości i jak o nią zadbamy.

Pozostała kwestia gości i świadków. Ważne. Świadków podajemy od razu, trzeba mieć ich dane, kserokopie ich paszportów.

Na miejscu w Ambasadzie wybraliśmy interesujący nas termin.  Przyszła też pora, żeby ustalić kto może być i ile osób na tej ceremonii. Mogło tylko 6, a nasza lista opiewała 15 osób. Musieliśmy oddzielić kreską jednych od drugich, przykry wymóg, ale do końca nic nie było jasne.

Z uwagi na te bardzo restrykcyjne przepisy odnośnie liczby gości, nikomu nic nie mówiliśmy. Nawet najbliższym, mamie, dzieciom, nikomu. Wiedzieli tylko znajomi, którzy byli w Wietnamie.

Nasza radość była gorąca, tak jak upalnie było podczas tej wizyty w Bangkoku. Dokładnie byliśmy w Halloween, a termometr pokazywał 42 stopnie. Dobrze, że w Wietnamie było już mniej upalnie. Teraz w Hoi An u naszych już dobrze znanych nam sprzed dwóch lat krawców mogliśmy szukać materiałów i wymyślać nasze ślubne kreacje. Ja postawiłam na minimalizm, Łukasz na klasykę. Sami oceńcie jak wyszło. Moja kiecka kosztowała 20 dolarów, garnitur 90 dolarów. Zaznaczam uszyte w 2 dni. Można – można. O Hoi An będę jeszcze na pewno pisać. To moje ulubione miasto w Wietnamie.

Kto wiedział o naszym ślubie – nikt. Świadkowie jedynie wiedzieli, ponieważ trzeba było ich dane wskazać szybciej.

A tak naprawdę to  dopiero dzień przed ceremonią już na miejscu już w Bangkoku otrzymaliśmy maila z ambasady, że wyrażono zgodę na naszych wszystkich gości. To było bardzo miłe.

Wtedy się działo…Mama i dzieci oraz znajomi dowiedzieli się przy śniadaniu, że jutro mają się „powiedzmy” wystroić, bo będzie nasz ślub. TAK – taka akcja. Taki mały SURPRISE 😎. Łzy Mamy, Innych zaskoczenie i niedowierzanie. Pozostało zamówić dla wszystkich transport.

Zwyczajna taxi w Bangkoku…

Tutaj też mieliśmy szczęście, a że taksówki ogólnie w Tajlandii i ich wnętrze to osobny temat rzeka. Do nas przyjechała taka jak na ślub przystało. Złote, prawie romskie wnętrze zrobiło klimat! Podobnie jak wystrój w budynku z uwagi na zbliżający się 25 stycznia 2020 roku Chiński Nowy Rok Szczura.

Było ciekawie. Ale nie zmienilibyśmy decyzji, gdybyśmy mieli decydować jeszcze raz. Żadnych pytań wcześniej, cudownych porad, złotych myśli, planów wszystkich w koło, jak to oni by zrobili, kogo zaprosili, a kogo nie itp.

Po prostu ekipa leciała z nami na kolejny azjatycki wypad i tyle. No jedyne Mamy pytanie i zdziwienie, po co nam większa torba, bo zawsze lecimy z plecakiem. Odpowiedź nie wzbudziła podejrzeń, że pierwszy raz do Azji tej dalekiej i na tak długo z dziećmi, więc rurki, maski, piłki itp.  Nie było tematu. I tak udało się zaskoczyć najbliższych i nie tylko😜.

Po ceremonii – obiad dla wszystkich w typowej tajskiej ulicznej restauracji niedaleko hotelu Rambuttri Village ( po raz kolejny wybraliśmy ten hotel z uwagi na ceny i blisko do najważniejszych miejsc w Bangkoku ) i Changi, a o 15.30 mieliśmy lot prosto na Krabi na 5 dni, a potem odpoczywaliśmy na Ko Chang kolejny tydzień. Te miejsca opiszę w kolejnych wpisach. No i zdążyliśmy przed Covidem, który na dobre pokrzyżował wielu osobom plany i nie tylko.

Czasami jak to się mówi, należy kuć żelazo, póki gorące. Nie poddawać się i walczyć po to, żeby spełniać swoje marzenia.

KAŻDE MARZENIE DANE JEST NAM WRAZ Z MOCĄ POTRZEBNĄ DO JEGO SPEŁNIENIA.


ZA DWADZIEŚCIA LAT BĘDZIESZ ŻAŁOWAŁ TEGO, CZEGO NIE ZROBIŁEŚ, NIŻ TEGO, CO ZROBIŁEŚ. WIĘC ODWIĄŻ LINY, OPUŚĆ BEZPIECZNĄ PRZYSTAŃ. ZŁAP W ŻAGLE POMYŚLNE WIATRY. PODRÓŻUJ, ŚNIJ, ODKRYWAJ !