MAGICZNA JORDANIA I JEDEN Z 7 CUDÓW ŚWIATA.
JAK SAMEMU ZORGANIZOWAĆ WYJAZD DO JORDANII, WYPOŻYCZYĆ AUTO I BEZ OBAW RUSZYĆ PRZED SIEBIE ORAZ PODZIWIAĆ KRAJOBRAZ KULTUROWY ORIENTU.
JAK ODWIEDZIĆ NAJWIĘKSZE NATURALNE SPA NA ŚWIECIE I BYĆ W NAJNIŻEJ POŁOŻONYM MIEJCSU NA ZIEMI.
Jordania to Jordańskie Królestwo Haszymidzkie. Po chwili po wylądowaniu, mamy wrażenie przeniesienia się w czasie. Mistyczne przeżycie to mało, w Petrze po prostu czas się zatrzymał i pozostawił nam ślady nabatejskich mieszkańców na wyciągnięcie ręki.
Starożytne miasto wykute w skale to najcenniejszy skarb antycznego świata. Zobaczyć to miejsce – bezcenne. Idealny moment, żeby poczuć niesamotny rodzaj podróży. Nowy kraj – 65, nowe widoki oraz nowe wrażenia.
A to dlatego, że pozostałości miasta Petra w Jordanii są jednym z nielicznych miejsc na świecie, których opis znaleźć można na stronach Starego Testamentu. Nie dość, że są opisane w tym świętym dla chrześcijan dziele to jeszcze można je w dzisiejszych czasach zwiedzać i podziwiać. Ponadto poczujemy się jakbyśmy przenieśli się w czasie. W czasach Nabatejczyków Królowa Kleopatra chciała dostać od Marka Antoniusza Arabię i Judeę, a na końcu tej historii Nabatea zostaje włączona do Imperium Rzymskiego, gdzie w 114 roku otrzymała tytuł metropolii. I nic dziwnego. Imponuje i zachwyca rozmiarem.
My na zwiedzanie PETRY wybraliśmy się z samego rana, po śniadaniu w hotelu La Maison, a były wyśmienite, jak cała jordańska kuchnia. Ale zacznę od początku.
Loty z Polski do stolicy Ammanu są z Warszawy Modlin, Poznania i Krakowa. Port lotniczy Queen Alia – AMM – jest oddalone dokładnie od centrum 36 km. Liniami Ryanair to koszt 600 zł od osoby, ale można taniej. Najważniejsza jest Jordan Pass za 70 JOD, która jest zarazem wizą, jak i biletem wstępu do Petry oraz wielu innych zabytków i muzeów. Na lotnisku po przylocie było trochę czekania, ponieważ jedni mają Jordan Pass, inni nie i kupują wizę, stąd trochę zamieszania. Na miejscu wypożyczyliśmy samochód z firmy Dollar, rezerwowany ze strony linii, idealnie. Super auto dwie kategorie wyżej niż niż to rezerwowane. Przemiły obsługujący, ponieważ pomimo mojej pomyłki, nie ważne czy karta kredytowa czy zwykła i nie musiała być na dane głównego kierowcy. Czyli szybko i bez problemów. Koszt 4 dni z pełnym ubezpieczeniem 570 zł. Wsiadamy i ruszamy do Małej Perty.
A, że kulturę Orientu kształtowały różne ludy, na tym szlaku przekonany się, że każdy z nich pozostawił niezatarty ślad. Po drodze zwiedzamy jeden z pustynnych zamków Al Karak. Prawidłowa nazwa zamku uważanego za najpotężniejszy zamek krzyżowców to Crac des Chevaliers lub Krak des Chevaliers, praktycznie znajduje się w mieście, parking przy samym wejściu. Pozostałość po tych samych Krzyżakach, którzy budowali zamki na Pomorzu – niesamowite. Mieli chłopcy rozmach. Mamy do przejechania 240 km, ale po drodze zwiedzamy. Zwiedziliśmy, wypiliśmy świeży sok z pomarańczy i dalej ruszamy w drogę. A drogę nie byle jaką – DROGĄ KRÓLEWSKĄ. Kings Hihgway to także stary szlak handlowy w starożytności, łączył Afrykę z Mezopotamią.
Niesamowite widoki, praktycznie zero ruchu, a co jakiś czas kontrola Policji. Łącznie przez cały wyjazd mieliśmy ich 6. Po okazaniu dokumentów – prawa jazdy i dokumentu auta, słyszysz – Thanks, Thanks. Welcome, Welcome. Takie kontrole można mieć cały czas! Zresztą daje to większe poczucie bezpieczeństwa. Jedziesz i widzisz tylko skały, kamienną pustynię, zero roślinności. Niesamowite wrażenie, droga szybko mija, nie ma korków, zbytnio ruchu, więc w miarę szybko, bo około 17 docieramy do Małej Petry.
Już na początku kształty skał wprowadzają w zdumienie, a to dopiero początek. Handlarze, arafatki, ręcznie robione ozdoby zachęcają każdego. Dobrze, że dwie chusty kupiliśmy tam, okazało się najtaniej za 4 JOD. Kolejne w innym miejscu były ponad dwa razy droższe. Na początku widzisz wykute w skałach TRICILINIUM. Idziesz kawałek może 5 minut i jesteś w Siq al-Barid ( „zimny wąwóz” ) znany jest w świecie jako Little Petra.
Formacje skalne w Siq al-Barid o długości około 350 metrów prawdopodobnie powstały głównie w czasach świetności imperium Nebatejczyków w I wieku naszej ery. Za zwężonym wejściem, gdzie wspinasz się po wąskich, kamiennych schodach, trafiasz do kolejnego MALOWANEGO DOMU. Nazwa z uwagi na odkryte freski. Ogólnie jest tam mnóstwo jaskiń, umytych przejść, miejsc, gdzie trzymają osły i kozy. Ogólnie jadąc przez całą Królewską Drogę – KING’S HIGHWAY widzisz tylko kozy, owce i ich pasterzy. Warto jednak napisać, że to starożytny szlak handlowy, a obecnie jedna z głównych atrakcji Jordanii.
Dojeżdżamy około 19 do hotelu. Fajny, warunki super i bardzo blisko wejścia do zabytkowego miasta. Kuszeni nocnym pokazem w Petrze z lampionami za 17 JOD, nie decydujemy się. Wolimy zjeść kolację 10 JOD – open bar – od osoby, zrobić spacer po mieście i straganach w wejściu do muzeum i odpocząć, ponieważ pobudka o 6, a potem czeka nas całodniowe zwiedzanie. Jednak fajny temat dla rodzin z małymi dziećmi. Nie zwiedzasz całości, ale konkret zobaczysz. Myślę, że warto, jakbyśmy byli dłużej poszłabym.
Drugi dzień – PETRA. STAROŻYTNE MIASTO, W KTÓRYM KAŻDY KROK TO KROK DO PRZESZŁOŚCI.
Ruszamy z samego rana, przed upałem. Od samego początku te czerwono buro pomarańczowe brązowe skały nas hipnotyzują. Wykute w skałach miasto przetrwało tysiące lat i jest świadectwem niezwykle rozwiniętej kultury związanej z ludem Nabatejczyków za czasów których ono powstało. Czyli IV wiek p.n.e. Świat z kolei dowiedział się o tym miejscu dopiero w roku 1812, kiedy do Petry dotarł szwajcarski podróżnik Johann Ludwig Burckhardt. Najsłynniejszym zabytkiem Petry jest Al-Chazna zwana także przez Beduinów Skarbcem Faraona. Powstał on w I – II wieku n.e.
Skarbiec widzisz już przez tą ogromną szczelinę w skale. Wąwóz As – Sik jest widowiskowy i idąc słyszysz ćwierkot ptaków i podziwiasz. Wow. Jest fantastycznie. Jednym z najpopularniejszych wadi – czyli kanionów. Pierwszy widok to Skarbiec znany jest między innymi z filmu „Indiana Jones i ostatnia krucjata”. Według legendy w czterometrowej urnie wieńczącej fasadę ukryty jest skarb jednego z faraonów, do którego próbowali się dobrać łowcy skarbów, a po ich staraniach zostały jedynie dziury po kulach.
Z uwagi, że wyruszyliśmy szybko, po drodze nie ma jeszcze zbyt wielu turystów. Oczywiście ja – może nie wzięłam długiej czerwonej sukni – ale na półce skalnej chcę mieć fotę na Insta. A to nie było takie oczywiste. Tzw. Jordańscy Cyganie opanowali ten fragment Petry totalnie. Złoty biznes. Od każdego 10 JOD, żebyś mógł się ram wdrapać. Trochę masakra z ich strony, no ale za zrobienie dobrej fotki, czego się nie zrobi. Z Bedulem u góry też była fota.
Pomimo tego, że chciano Cygan wysiedlić z Petry, dalej mieszkają w tamtejszych jaskiniach. Beduini z plemienia Bedul żyją jak tysiąc lat temu. Niesamowite dla nas, a oni tak wybrali. Po łyku herbaty, fotkach, filmikach, schodzimy na dół i idziemy w stronę największej budowli na terenie Petry – teatru, mogącego pomieścić nawet 10 tysięcy widzów. Po drugiej stronie spektakularne grobowce, do których po kolei również zaglądamy. Niesamowite starożytne skalne miasto, więc nic dziwnego, że w 1985 roku Petra została dodana do Listy Światowego Dziedzictwa UNESCO, a 7 lipca 2007 roku uczestnicy globalnego głosowania wybrali ją jednym z nowych siedmiu cudów świata.

My mieliśmy jeszcze jeden cel – dotrzeć do Grobu Aarona to nazwa domniemanego miejsca pochówku Aarona, brata Mojżesza. Szliśmy z nawigacją i nie doszliśmy. To znaczy dotarliśmy do wąwozu, gdzie kończyła się droga. Nie posłuchaliśmy rad w hotelu o przewodniku, trudno. Nie wszystko wszędzie. Po powrocie zgłębiłam temat bardziej i dla tych, którzy postanowią się tam wybrać, jednak polecam skorzystać z przewodnika. Wróciliśmy do jedynego hotelu i restauracji na terenie Petry i skierowaliśmy się w stronę Monastyru.
Labirynt skał wokół Petry to dodatkowa atrakcja. Droga jest wymagająca uwagi i dość stroma momentami. Po deszczu szczególnie. Niektórzy wjeżdżają na ośle, ale umówmy się to nie jest dobry sposób. Najlepsze, że z tego typu transportu korzystają młode dziewuchy, a starsze turystki wchodzą o własnych siłach. No, ale ten świat już dawno zwariował. My nie lubimy męczyć zwierząt, szczególnie jak możemy iść o własnych nogach.
Monaster położony jest na północnym – zachodzie Petry oraz Lwi Grób z wyrzeźbionymi w gzymsie głowami lwów. Prowadzi do drugiego zabytku po Skarbcu – 800 schodów. Ścieżka zaczyna się za restauracją. Budowla ma 48 metrów wysokości i prawie tyle samo szerokości. Wykuta w całości w skale w I wieku n.e. Z góry podziwiamy widok na dolinę Wadi Araba, oddzielającej Jordanię od Izraela. Drugim ciekawym miejscem poza granicami Petry jest Wyżyna Ofiarna na szczycie Dżabal Al-Madhbah z pięknymi widokami na pustynię. W tym miejscu przed wiekami wierni składali ofiary bóstwom nabatejskim.
Szlak spacerowy do tego miejsca prowadzi między innymi w pobliżu Świątyni w Ogrodzie, Grobu Rzymskiego Żołnierza oraz Grobowca Renesansowego. Zadowoleni ostrożnie schodzimy w dół, po drodze łapie nas mały deszczyk, ale przy tych temperaturach to raczej zbawienie. Wręcz taka anomalia, bo sami tubylcy z zachwytu cieszyli się jak dzieci. Sok z pomarańczy i wracamy. Około 14 wychodzimy z tego CUDU ŚWIATA. Nie piszę nic więcej, to po prostu trzeba zobaczyć i tyle. To jedno z tych miejsc, które przeżywasz i zostanie w twojej pamięci na zawsze. Twierdzenie, że jeden dzień to za mało jest przesadzone. Zależy od indywidualnych zainteresowań. Tym razem na luzie i bez pędzenia.
Stwierdziliśmy, że do Jordanii wrócimy, więc następnym razem i zaczniemy od Agaby, a wtedy odwiedzimy Wadi Rum. Po zwiedzeniu Petry, obiad jemy gdzieś po drodze do Źródeł Mojżesza w miasteczku. Budynek z kopułami stoi tuż przy drodze. W środku kamienny basen wypełniony źródlaną wodą. Z wybijającego źródła z magiczną mocą napiłam się wody. Ayn Musa to naturalne, gdzie zgodnie z lokalną tradycją Beduinów, źródło zostało utworzone przez Mojżesza, który uderzył swoją laską w skałę (Lb 20:2-13). Kojarzenie Mojżesza z tym miejscem nadało również wiosce wokół nazwę – Wadi Musa. Mojżesz będzie jeszcze nam towarzyszył.
Tego samego dnia jedziemy jeszcze na kolejny pustynny zamek Montreal. Ogrom kamieni na górze, kawałek z parkingu położonego niżej pod zamkiem trzeba przejść pieszo. Historia zamku sięga XII wieku. Shobak to odległa ruina krzyżowców, zbudowany przez Baldwina I z Jerozolimy, został umieszczony wzdłuż kluczowych szlaków handlowych i zaprojektowany do kontrolowania tej kluczowej strategicznej lokalizacji. Widok z góry rzeczywiście to potwierdza. Parking kawałek niżej, więc kawałek spaceru pod górkę.
Wracamy na kolację, kucharz hotelowy tego dnia oferuje inne dania, co jest fajne i potwierdza, że jordańska kuchnia jest bardzo smaczna. Tak wielkich i smacznych oliwek w życiu nie jadłam. Pomijając mało apetycznie wyglądający deser z czerstwego chleba, pistacji, cynamonu i mleka. Coś przepysznego. Ponadto można zjeść tzw. mezze, czyli kilka przekąsek, od hummusu, po pastę z bakłażana, pieczone papryki i inne smakołyki.
Z rana po śniadaniu ruszamy już w stronę Morza Martwego. Tym razem jeszcze bardziej widokowo – jedziemy pomiędzy największym kanionem w Jordanii. Kanion Wadi Numeira jest także niezwykle malowniczy i unikalny. Z pewnością nie zastaniecie tutaj tłumu turystów. My jechaliśmy i nikogo nigdzie. Nawet kiedy zatrzymaliśmy się, żeby wypić kultową jordańską kawę z kardamonem – byliśmy tylko my i wiatr.
Dalej już tylko z górki i z 1300 m n.p.m. wjeżdżasz w najniżej położony obszar kuli ziemskiej! Tak nagle widać depresję Morza Martwego. Amazing! Korki w uszach i super widoki soli wzdłuż wybrzeża tego najbardziej słonego jeziora świata. Stajemy gdzie można i robimy fotki. Upał taki, że szok. Ale zanim dotrzemy do Hotelu Dead Sea Spa Hotel udajemy się na Górę Nebo. Po arabsku Dżabal Nībū w Jordanii to legendarne miejsce, z którego biblijny Mojżesz miał po raz pierwszy zobaczyć Ziemię Obiecaną. Obecnie znajduje się tu Sanktuarium Mojżesza z parkiem archeologicznym. Mnóstwo turystów głównie ze Stanów i Hiszpanii.
Pomnik Jana Pawła II na pamiątkę jego pobytu w 2000 roku. Z tej okazji postawiono tu charakterystyczny pomnik: krzyż opleciony przez węża symbolizujący laskę Mojżesza. Wykonał go Giovanni Fantoni, artysta z Florencji. Jordania cały czas nas zachwyca i zaskakuje. Historyczny i mistyczny wymiar na każdym kroku.
Wielbicieli Indiany Jonesa może zainteresować historia o zaginionych skarbie. Z Górą Nebo wiąże się bowiem żydowska legenda zapisana w 2 Księdze Machabejskiej 2,4-6. Według niej to właśnie tutaj miałaby zostać ukryta po najeździe babilońskim Arka Przymierza. Czyli przygód nigdy nie za wiele! A w Jordanii to możliwe.
Przygoda z motoryzacją wysokich lotów z uwagi na pasję Łukasza też musiała być. Stąd też wizyta w muzeum w stolicy Jordanii w Królewskim Muzeum Samochodów w Ammanie. Chociaż jest to oczywiście gratka dla tych, którzy uwielbiają samochody, ale nie tylko. To także jedno z najlepiej utrzymanych muzeów w kraju, może się poszczycić także jednymi z najdroższych eksponatów na wystawie. W końcu auta tam są warte miliony. Niektórzy z producentów, których można tu znaleźć, to Mercedes Benz, Aston Martin, Lincoln, Cadillac, Jaguar, Rolls Royce, Lamborghini, Ferrari, BMW, Ford i Bugatti. Można również znaleźć tak egzotyczne i lubiane zabytki w projektowaniu samochodów, jak Cadillac Type 53 i mercedes z drzwiami skrzydłowymi, który później stał się inspiracją dla współczesnych lustrzanek jednoobiektywowych.
Wjazd do muzeum oznaczony tylko w języku arabskim, ale liczba 3 oznacza ten wjazd co trzeba. I można zaparkować pod samym budynkiem przy Marsjańskim łaziku z filmu „Marsjanin”.
Po objechaniu jedynie części stolicy kierujemy się w stronę hotelu. Dobra hotelowa od 15 więc idealnie. Temperatura 38 powala. Dobrze, że kilka super basenów jest i plaża nad Morzem Martwym. Ja niestety nie mogłam korzystać z tych dobrodziejstw, ale korzystałam ze słońca. Idealnie, że nad Dead Sea wytwarza się naturalna warstwa ochrony przed promieniami UV. Nie trzeba smarować się kremami z filtrem, ponieważ naturalna ochrona chroni skórę, a opalenie nawet przy ponad 30 stopniach nie jest możliwe. Związane jest to z położeniem w depresji i związanym z tym faktem wysokim ciśnieniem, przez co szkodliwe promieniowanie jest bardziej filtrowane. Podsumowując wypoczynek nad Morzem Martwym to samo zdrowie, może warto pojechać tam na dłużej. Ale to już chyba na emeryturze…
Nie warto ryzykować i iść do dzikich plaż czy solnych miejscówek, ponieważ na naszej hotelowej widzieliśmy podwójne dno, czyli skurupa, a pod nią ponad 1,5 metra przestrzeni. Można wpaść i nie koniecznie liczyć na szybką pomoc.
Prawdziwa depresja. Hotelowa plaża położona na minus 400, czyli to niesamowite być poniżej wszystkiego. Oczywiście plaża była kilka lat temu o wiele wyżej, co widać po pozostałościach zabudowań. Ocieplenie klimatu jest okrutne, co widać tutaj gołym okiem. Poziom wody obniża się do 1,5 metra rocznie. Tablice w drodze na plażę pokazują to idealnie. Szkoda, że niebawem nic z tego jeziora nie zostanie. Tutaj bardziej niż gdziekolwiek widać zmiany klimatyczne. Czy mamy tego świadomość, czy nie – dbajmy o środowisko. O przyszłość. W relaksie nad Morzem MARTWYM chodzi głównie o jego lecznicze właściwości – głównie wody i osadów błotnych, które mają pozytywny wpływ na układ nerwowy i reumatyzm. Łukasz korzysta ile się da. Ja po operacji, więc nie mogę. Może kiedyś. Największe naturalne SPA na świecie w pełnym wymiarze i dla każdego mamy zaliczone.
A, że średnie zasolenie wynosi 26% to pływanie jest niemożliwe. Żyje w nim tylko 11 gatunków bakterii. A może mi ktoś odpowie dlaczego nie pływa tam żaden starek, kajak czy łódka? Nigdzie w necie nic nie ma na ten temat. A może to takie oczywiste, że nic nie piszą. Dalej będę szukać. W każdym razie idealny wyjazd – niby krótko, a tak jakby człowiek był tydzień. I intensywnie i na luzie. Jordania to – Must Visit. Niezapomniane widoki, wspaniałe zabytki, pyszne jedzenie.
Może trochę Was zainspirowaliśmy do kolejnej podróży. Poczytajcie pozostałe wpisy, może inne miejsca również będziecie chcieli odwiedzić.
Nigdy nie wahaj się pojechać daleko, za morza, granice, przemierzaj kraje, obalaj przesądy.

























































