Koh Lipe to miejsce, w którym marzenie o „raju” staje się rzeczywistością. Prawdziwa wyspa, zielone palmy pochylające się nad białymi piaszczystymi plażami, sąsiadujące z krystalicznie czystą wodą. Koh Lipe to mała tropikalna wyspa położona na głębokim południu Tajlandii, niedaleko Langkawi w Malezji. My dopłynęliśmy do niej jako do ostatniego przyczółku tajskiego lądu przed Malezją.
Wyspa jest super do odpoczynku, plażowania i snorkowania. Super miejscówki, ale jak kto lubi. Przygotuj się na plażowe dni z kokosem w dłoni, ponieważ Koh Lipe to miejsce na relaksujące wakacje w Tajlandii.
Koh Lipe dla nas to był głównie przystanek w drodze do Malezji. Takiej odprawy paszportowej jeszcze nie mieliśmy. Stoliczek biwakowy, krzesełko na plaży – tak proszę Państwa – i paszporty do kontroli. Zostawiasz je, a po około 3 godzinach były do odebrania. Inaczej, zdziwienie, a potem do innego pana urzędnika, już kawałek dalej, tym razem odbiór paszportów przy klasycznym okienku. Czas bez dokumentów poświęciliśmy na plażowy chill, a wyspę obeszliśmy w drodze do kolejnej łodzi. Cała wyspa ma tylko 3 km długości, więc jej obejście to chwila. Zaznaczam małej, która dowoziła do kolejnej większej. Tym większym boatem płynęliśmy wprost do portu na wyspie Langkawi. W każdym razie Koh Lipe jest super, ale rajem bym jej nie nazwała.








