• Menu
  • Menu

BALI – jedz, módl się i kochaj. Wyspa szczęścia. Zostawiam dzieci i lecę…

Julia Ot

INDONEZJA – ARCHIPELAG PONAD 17 TYSIĘCY WYSP I JEDNEJ SZCZEGÓLNEJ – BALI.

EGZOTYCZNE WAKACJE NA BALI. CZYLI JAK ODPOCZĄĆ NA BALI I SAMEMU ZORGANIZOWAĆ WYJAZD. WYSPA DO ODPOCZYNKU, AKTYWNEGO SPĘDZANIA CZASU ORAZ DUCHOWEJ PRZEMIANY.

Nieoczywiste i oczywiste miejsca w Indonezji.

Świat tysięcy bóstw, duchów, kapliczek, kwiatów i uśmiechów. Tutaj wielu odnajduje spokój i ukojenie, zrozumienie, a każdy zmysł ma tutaj raj! Dusza szczęśliwa, ciało zrelaksowane, podniebienie zachwycone, a oczy nasycone cudownymi widokami. Każdego zachwyci coś innego, egzotyka jak najbardziej, malownicze plaże, krajobraz z wulkanami w tle oraz tysiące świątyń, wiele różnorodnych obrzędów i zwyczajny odpoczynek, ale zarazem jakbyś był w super spa.

RÓWNOWAGA to cel wielu, którzy na Bali wyjechali, żeby zgłębiać tajniki swojego ciała i umysłu. My poznaliśmy też trochę tajniki tej równowagi, oddając się niesamowitym masażom przez balijskie masażystki. Nikt im nie dorównał, a staramy się korzystać z tego małego luksusu na każdym wyjeździe do Azji.

BALI to także często punkt wypadowy w inne miejsca Indonezji. Np. Jawa, Gili Island czy Lombok. Wymieniam, te na których byliśmy. Ale na pewno z Bali się nie pożegnaliśmy, a jeszcze Komodo i wiele innych super wysp.

Pierwszy raz poleciałam na Bali w 2014, drugi raz w 2018. Okres zawsze praktycznie ten sam czyli od października do grudnia. Pomimo, że zawsze straszą ulewami, porą deszczową, ale nawet gdyby, jak nas spotkał deszcz to na chwilę, polało jak to w Azji i tyle. No oczywiście na pewnej wysokości okazało się, że może padać dłużej, a było to wtedy kiedy mieliśmy wejść na wulkan Agung. Tak omijamy szary i ponury okres w kraju. Loty czasami łączone, z przesiadkami, ale czasami udało się w super cenie znaleźć lot bezpośredni.

Pierwszy raz zawsze jest niesamowity. Ten także taki był. Klasycznie, jak co roku w Łapinie był turniej siatkówki plażowej. Ja samotna matka z dójką małych dzieci, kibicująca siostrze i znajomym. Jednego wieczora pada hasło – wyjazd do Indonezji za 1200 zł, kto leci. Na decyzję nie było zbyt dużo czasu. Bilet w tej cenie jest przez chwilę. Odpowiadam, dzwonię do mamy, czy ogarnie. Klasycznie Babcia przez totalnie duże B ogarnie, ogarnia i zapewne jeszcze będzie ogarniać. Ja … po latach nie nie mam wyrzutów sumienia i nigdy ich nie miałam, że zostawiam dzieci i lecę. Dzieci pod wspaniałą opieką, po latach gdzie były też prawie wszędzie, powiedzą, po co nas tam brałaś, my nie chcieliśmy, a teraz w sumie to też po co, nie ma tam nic szczególnego. Czyli Matko i Ojcze nic na siłę. Najważniejsze są nasze doznania i to co nam sprawia przyjemność. Bądźmy egoistami. Pisze matka dwóch nastolatków. Nigdy nie dogodzi. Przykład Tajlandii z dziećmi – po dwóch latach stwierdzili, fajnie byłoby tam wrócić, bo w sumie było fajnie, a nie wykorzystaliśmy. Jak zasłużą polecą. Ale jak to mama fajnie jest lecieć gdzieś z Synami. Zresztą może kiedyś jak to przeczytam, uznam, że jednak trochę zaszczepiłam w nich chęć do poznawania świata i innych kultur, no i oczywiście podróży. Poczekamy – zobaczymy.

W 2014 roku też nie było tak prosto, jak można by myśleć. Fakt mega tani lot za 1200 zł w dwie strony zobowiązuje do odwiedzenia kilku lotnisk i czasami nawet na kilka dni w tej przesiadkowej miejscówce zostać na 2-3 dni. I tak z Warszawy do Rzymu. Dwie noce na rzymską przygodę. A tu jest co wspominać – będzie opisane. Potem lot do Kuala Lumpur, mała kima na lotnisku i lot do Dżakarty. Tam musieliśmy się rozdzielić, wyszły cuda z biletami, okazało się, że w sumie ich nie ma i tak na dwa osobne loty dotarliśmy pierwszy raz na Bali. Przygód w bród.

Dla ścisłości powrót był przez Sri Lankę i Londyn. Kolacja w Kolombo w strugach deszczu nie dało się zobaczyć praktycznie nic, ale chociaż się najedliśmy i przejechaliśmy ichnimi autobusami. A w Londynie klasycznie wizyta w British Muzeum po raz 50 – ty – uwielbiam to miejsce i Primark.

Jak tam się teraz teleportować? Można z Gdańska, Amsterdamu czy Berlina KLM z przesiadką w Singapurze za 2800 lub dolecieć do Stambułu – dalej Turkish Airlines do Dżakarty, z kolei zmiana linii na Garuda Indonesian i lot na Bali. Cena teraz około 3000 w dwie strony – dużo – ale takie czasy. Można też czarterem, jak znajdzie się okazyjna cena. Singapur jest zawsze dobrym połączeniem z wieloma super miejscówkami w Azji. No i mamy z Polski dużo lotów w dobrych cenach właśnie do Singapuru teraz też z Dubaju. Potem boat lub speed boat i jesteśmy w raju.

Nie potrzebujemy wizy, noclegi są tanie, a jedzenie można powiedzieć najlepsze na świecie. Szczególne szczepienia też nie są wymagane, a mitach o sczepieniach też na pewno napiszę.

Ale jak już dolecisz to widokowo odlecisz. Im dalej tym piękniej. Kuta jest jedna na Bali, a druga na Lomboku, Byłam i w tej i tej.

Na Bali nocowaliśmy i w Kucie, dłużej w Ubud oraz na północy w Amed, a przy okazji płynięcia na Lombok czy Gili to jedna noc w porcie Padang Bai.

Niezmiennie zawsze zachwycające jest Ubud, pola ryżowe o poranku – to będę pamiętać zawsze, owocowe koktajle pite na potęgę oraz skuterowe podjazdy pod wulkan Agung sprawdzić czy pogoda się zmieni i będzie można wyruszyć. Niestety nie udało się i to jest jeden z wielu powodów, żeby tam wrócić.

UBUD jest urocze, mieszkaliśmy wśród pól ryżowych, niby na uboczu, ale w centrum. Pomimo tego, że na Bali żyje około 4 milinów osób, nie widać nigdzie tłumów. W tym jest około 6 tysięcy świątyń. To faktycznie uduchowiona wyspa. Najbardziej fascynujące są mini przydomowe świątynie. Mają przeróżne kształty, formy, każda ozdobiona jest inaczej. Ile twórczyń, tyle wizji świątyni. Na Bali bóstwa mogą mieszkać wszędzie, na drzewie, w kamieniu. Każdy Balijczyk większość swojego czasu poświęca na zapewnienie bóstwom wszystkich pokarmów, dóbr w postaci kwiatów czy ryżu. Niesamowite. Religię widzimy na każdym kroku i w każdym wymiarze ich życia. W Amed kilka razy dziennie Balijki maszerowały ze specjalnym koszykiem na głowie, pełnym kwiatów, ryżu, owoców, do ołtarzyka, że złożyć dary w ofierze. Nie być w Ubud, to nie być na Bali.

To zwierzątko na moim ramieniu to luwak lub cywata. Z jego odchodów pozyskuje się najdroższą kawę świata – KOPI LUWAK. Serwuje się ją głównie jako jedna z wielu atrakcji oprócz zobaczenia plantacji kawy i innych roślin uprawianych w Azji. Powstaje w ten sposób, że luwak nie trawi nasion, ale podlegają one lekkiej fermentacji, przez co zyskują aromat i gorzki smak, są one wybierane z ich odchodów w specjalne kosze. Może to trochę obrzydliwe, ale kawa jest wyborna.

Nie ma osoby, która nie miałaby zdjęcia będąc na Bali na najbardziej znanych tarasach ryżowych świata TEGALLALANG. Malownicze i fajne miejsce. Ciekawe nie tylko ze względu na wspaniałą zieleń, ale ukształtowanie terenu. Ten sam “ryżowy dziadek” była za każdym razem. Zresztą tarasy ryżowe czy te w Wietnamie, czy w Indonezji stanowią jedne z najbardziej malowniczych przyrodniczych miejsc.

Niedaleko tarasów są Grobowce Królów – GUNUNG KAWI. Zejście długą trasą po schodach, do jakby doliny, wszystko otoczone bujną roślinnością, magia i czar niesłychana. Przechodzimy rzeczkę i ukazuje się ściana grobowców, są olbrzymie.

Kolejne miejsce jeszcze ciekawsze to świątynia TIRTA EMPUL. Tutaj podobno uwolniono źródło nieśmiertelności…To bardzo ważne miejsce kultu religijnego, poświęcone Wisznu. Powstała w X wieku jest Świątynią Świętego Źródła, które ma magiczną moc, co tłumaczą tłumy i kolejki, żeby zmoczyć się i zostać oblanym tą magiczną wodą. Przy wyjściu jak do większości balijskich świątyni trzeba zakryć nogi, albo robimy to własną chustą, albo wypożyczamy na miejscu. Przyglądając się tym obrzędom oczyszczania, każdy chociaż trochę przeniesie się w balijską metafizyczną przestrzeń bóstw i magii.

PURA TIRTA BESAKIH słynna brama Candi Bentar na zboczu góry Agung. W drzwiach tej świątyni widać Agung, jednak nie mieliśmy tyle szczęścia, mgła i chmury przesłoniły widok, ale wrażenie wow. Idąc kawałek w bok od Tirta Besakih i wchodząc po 1700 schodach dojdziemy do Świątyni Lempuyang Luhur na górze Seraya – 1173 m n.p.m. Oczywiście dotarliśmy na miejsce, chyba niezbyt popularne, ponieważ nikogo nie mijaliśmy, no …oprócz naszych baliskich koleżanek małpek. Może być miło, ale może być także niebezpiecznie. Z małpami mieliśmy wiele doświadczeń, zabrały okulary i nie oddały, czapkę, mi powyciągała jedna kolczyki z uszu, ba najlepsza była jedna właśnie w drodze powrotnej z Seraya, kiedy jedna natarczywa małpa podbiegła do Seby i zaczęła wyrywać jego saszetkę. Z dokumentami w środku, paszport itd. On ciągnie, ona bardziej, dobrze, że wygrał Seba, bo na pewno mielibyśmy nie lada problem, jakby uciekła do dżungli. Z całą pewnością saszetki byśmy nie znaleźli. Nie ufajmy nikomu, a szczególnie małpom. Droga fajna, schody, a na końcu wędrówki kraty ze swastykami. Nam kojarzy się z jednym, a w innych krajach mają zupełnie inne znaczenie. W Indonezji jest to symbol szczęścia i pomyślności.

Zazwyczaj pierwsza świątynia do jakiej wszyscy się udają na Bali, to PURA LUHUR ULUWATU. Położona na 100 metrowym klifie, z którego podziwiać można Ocean Indyjski. To wspaniale położone sanktuarium broni Bali przed złymi mocami oceanu. Tam również jest mnóstwo małp. Przyjemnych i mniej przyjemnych. Idealnie być tam przed zachodem słońca, żeby potem podziwiać ją w jeszcze piękniejszym świetle i barwach.

ŚWIATYŃ ponad 20 tysięcy, więc nie sposób wszystkiego zobaczyć, te najważniejsze starliśmy się odwiedzić. Oczywiści chodząc po Kucie, Ubud czy Amed po drodze napotkamy na miliony cudownych miejsc. Wszystko tam jest ładne. Przecież jesteśmy na Bali.

Wulkany nas i wszystkich zaskakują, zachwycają swoją niesamowitą potęgą oraz nieprzewidywalnością. Lecąc na Bali mieliśmy cel: wejść na Agung i Batur. Na Jawie wejść na Merapi.

Zrealizowaliśmy jedynie wejście na Batur. Nigdy nic na siłę, a nie zawsze plan da się zrealizować w całości. Gunung Batur – przewodnika wzięliśmy z agencji, nie kosztowało to majątku. Z samego rano wyruszyliśmy – Mama i Ciocia także. Wchodząc po czarnym ruchomych wulkanicznych kamykach od razu poczuliśmy jego ciepło, smród niedawno spalonych drzew i wielką radość – byliśmy pierwszy raz na szczycie wulkanu i totalnie sami. To druga balijska góra, którą według mitu hinduistyczny bóg Siwa podzielił górę Mahameru na dwie i umieścił na Bali.

Widok z góry wulkanu Batur wart był tego wylanego po drodze potu. Miałam moment, że zemdleję. Raz za gorąco, zapach spalenizny i kurtka przeciwdeszczowa, która nie oddychała, masakra. Uczysz się cały czas co zabrać, co ubrać itp. W oddali widać jezioro Batur, a ten cały obszar nazywany Kantamani – to jeden z najładniejszych krajobrazów Indonezji. Chociaż bardziej podobały mi się widoki na Jawie. Te z góry oczywiście.  Wulkan jest cały czas aktywny, na górze rzeczywiście widać jego życie z bliska. Opary, krater, dotyk gorących skał robi na nas ogromne wrażenie. 

Pogoda podczas wejścia zmieniała się trzykrotnie, od lekkiego deszczu, mgły, upału, po tym jak na szczecie pojawiła się znowu mgła. Ale po chwili oczekiwania odsłonił się widok na Bali – warto było.

Drugi wyjazd do Indonezji był z mamą i ciocią, pomimo ich wspaniałej kondycji, dały sobie spokój w połowie drogi, zeszły na dół i czekały w takiej małej chatce, gdzie nawet poczęstowano je, do dziś pamiętam różowym ciastkiem i kawą w obciętej plastikowej butelce. Gościnność mieszkańców wyspy odczuwalna jest na każdym kroku, nawet kiedy myślisz, że tam w polu pod wulkanem nikogo nie ma. Pamiętajmy nie można wchodzić na wulkan na własną rękę. Koszt około 50 USD za ekipę.

Wakacje z teściową też nie są straszne. Lubimy wyjazdy z rodziną – kuzynami, ciociami, mamami i dziećmi. Fakt nie wszyscy muszą i chcą podróżować. Ale może chcą i się boją. Może nie chcą się narzucać. To nie musi być wyjazd na koniec świata, może pomyślmy czasami jak miło się zrobi naszym bliskich, kiedy zaproponujemy im chociaż mały wyjazd, na jeden dzień. Zresztą mam wrażenie, że ludzi starszych, naszych rodziców często traktujemy w kontekście stereotypów. Ale to już nie takie babcie i dziadki i ciocie, jak nam się wydaje, teraz to oni mam wrażenie mają więcej mocy i jaj niż przeciętny dwudziestoparolatek. I my też.

Pomimo tego, że starszyzna nie weszła na Batur, mogła cieszyć się wspaniałymi widokami. Z kolei mu na Gunung Agung też nie weszliśmy, ponieważ był dalej niedostępny z uwagi na opady, a Merapi za gorący. Czasami życie, a w tym wypadku natura weryfikuje plany! Ale zawsze trzeba je mieć.

Bali powtórzę się jest fantastyczna. Nigdy nie zapomnę też kilku dni w Amed. Hotel 15 zł za dobę. Fakt nikogo w nim nie było. Łukasz ponaprawiał prysznice, ja umyłam wszystkie naczynia w kuchni i pokazałam jak doprowadzić filiżanki do użytku, bez osadu po kawie czy herbacie młodym balijkom. Praca na zmywaku w Londynie bywa jednak przydatna. Mama z ciocią wyczyściły basen i można było odpoczywać. Trochę dach jednej nocy poprzeciekał mamie i cioci w pokoju, ale bez przesady, za takie pieniądze. Zresztą zawsze wychodzimy z założenia, że nic się nie stanie jak pozbierasz śmieci, coś naprawisz, korona z głowy nie spadnie. Na wesoło oczywiście. Zamówiony wieczorem na plaży ichni bimber do wspaniałego nasi goreng też pozostanie w pamięci. Był rozcieńczany trzy dni. Mowa o jednym drinku. Szok. U nas takiej mocy chyba nie ma. A nawet jak jest to nie nasza bajka. Arak bo o nim mowa, był po prostu nie do wypicia. Z kolei w knajpce obok był podawany z limonką i miodem, a ten można było wypić. Za to filet grillowany z barakudy i grillowane krewetki po prostu niebo w gębie. Knajpki na plaży wystarczyły, żeby dobrze zjeść. Ciekawe, że tuż za naszym – hotelowym fragmentem czarnej wulkanicznej plaży były długie wydrążone pnie drzew, które służyły do suszenia morskiej soli. Sól z Bali zresztą jest jedną z lepszych odmian, a jej kryształy mają kształt pustych piramidek

W Amed był totalny chill, skutery, opalanie, zwiedzanie świątyń, jedzenie, picie koktajli i masaże. No i jedna kryminalna zagadka z Bali. Jednego wieczoru do hotelu przybyli nowi goście, można powiedzieć dwóch wyluzowanych Balijczyków i jedna pani. Porozrabiali w nocy, a rano przyjechał gospodarz przybytku i pyta się czy ich widzieliśmy. No tak, ale wieczorem, a całą noc imprezowali. A rano co…zniknęli, nie płacąc za nic. Taka historyjka, ale dla przestrogi też, żeby zawsze być czujnym i mieć się na baczności. Bo co jakby zniknęli z naszym bagażem i kasą..miło by nie było.

Amed Bali Spa to już odrębna historia. Jednego wieczoru zaczęło padać, więc stwierdziliśmy, że idziemy na masaż. Na przeciwko, fantastyczne spa. Na powitanie imbirowa herbata, nogi myte w srebrnych misach w limonkowej wodzie. Czułam się nieswojo. A najlepsze było potem. Ja i Łukasz masaż niby obok, ale … jak widziałam, co dziewczyna robiła i w jaki sposób na moim facecie, to aż byłam zazdrosna. Nigdy też takiego masażu nie widziałam, ani nie poczułam. Wyczyny Pań, które wyglądają jakby miały 16 lat, to jak akrobatyka sportowa, w połączeniu z …wygibasami i nawet nie wiem jak to nazwać. W każdym razie, jak do tej pory nie byłam na lepszym masażu. Balijski. O tak. Do polecenia jeszcze podobny klimat w Polsce, Młyn Stare Klekotki. Bali w Polsce. Wpis o tym miejscu będzie na pewno.

Tak jak środkowa i południowa Bali jest mega zielona, to księżycowy krajobraz północnej części wyspy dla odmiany też warto odwiedzić. W Zatoce Jemeluk można ponurkować czy posnorkować oraz pojeździć zwyczajnie skuterem po krętych drogach. Super. Myślę, że atrakcji jest jeszcze więcej, ale zawsze ten goniący czas.

Skuter oczywiście nieodłącznie towarzyszy nam tam gdzie może. Daje to wolność i totalne nieograniczenie w przemieszczaniu się z miejsca na miejsce. Łukasz nie ma lekko, bo czasami tym skuterem jadę ja i mama i Łukasz, ja lub syn i Łukasz, kombinacji może być wiele.

Ja nigdy nie kierowałam skuterem czy motorem, pomimo, że Karolina mnie uczyła. Nie nadaję się. Ale cenię moich fantastycznych znajomych, siostrę, męża, że ogarniają ten temat. I jeżdżą, a ja siedzę z tyłu i jeżdżę z nimi.

Czerpię z tego przyjemność. Ale jest też dużo przygód. A to zbrakło paliwa, jak kiedyś na Lomboku. A to krowy obrobiły ci nogi podczas jazdy skuterem pomiędzy stadem. Albo mrówki weszły do kasku, bo zostawiłam go na trawie. Jest o czym pisać.

A Bali jest super wyspą do jazdy na dwóch kółkach. Polecicie zobaczycie. Wrócę tam trzeci raz. Jest super klimatycznie. Nie wiem jak z duchem, ale po prostu ładuje się tam baterie, jak nigdzie indziej.

Oczywiście za każdym razem widzi się coś nowego, odkrywa nowe miejsca, zwiedza i czuje fantastyczną moc tysięcy balijskich bóstw. Są wszędzie.

Baron to balijski duch opiekuńczy, trochę przypomina lwa i jest główną postacią podczas wielu obrzędów i rytuałów. Mam go w formę magnesu na lodówce. Rytuały, teatr to bardzo ciekawe przeżycia na Bali. Podczas wizyty w 2014 roku trafiliśmy do świątynie Uluwatu podczas jednej z faz księżyca na niesamowity występ. Aktorzy w cudownych balijskich strojach odgrywali sceny jak z filmu.

Kwiat lotosu – to nie tylko symbol czystości, ale także oświecenie. Nie wolno ich zrywać w Indonezji.

Kwiaty są fantastyczne. Najbardziej znany to białe kwiaty plumerii, są też odmiany w różu. To też symbol wiecznego życia, nie mogło go zabraknąć wśród moich tatuaży. Odmiany pręcikowych kwiatów eukaliptusa, czy pięknie zwisające kwiaty bananowców. Dziko rosnące orchidee czy storczyki są nieodłącznym elementem i pasożytem każdego praktycznie tam drzewa. Raj dla fanów flory i fauny.

Drewniane fascynujące meble to także znak charakterystyczny Bali, ponadto piękne wyroby ze srebra czy batiku. Można kupić ciekawe maski czy biżuterię. Kolczyki noszę do dzisiaj, sukienki z Bali też czasami założę, ale to co widzieliśmy nie odda żadna materialna rzecz.

PRAWO. Nie trzeba się na razie martwić chęcią zmiany prawa przez Balijskich polityków. Co do seksu pozamałżeńskiego – turyści nię będą karani. Z uwagi także na ciągłe łamanie przepisów odnośnie posiadania uprawnień i jazdy skuterem z nagminnym łamaniem przepisów, mogą zostać wprowadzone ograniczenia w możliwości wypożyczania tego typu sprzętu przez turystów na wyspie. Na Bali obowiązuje międzynarodowe prawo jazdy wydane w warunkach konwencji wiedeńskiej. Koszt obecnie to 71 zł i ważne jest 3 lata. Z ostatnich informacji – maj 2023 – rząd Indonezji planuje wprowadzić system “kolejkowy” , zgodnie z którym wizytę na Bali trzeba będzie rezerwować. Gubernator wyspy zwrócił się ponadto do rządu centralnego w sprawie uniemożliwienia uzyskania wizy przez rosyjskich i ukraińskich turystów, a także jak wspomniałam wyżej możliwością wypożyczenia motocykli. Może warto lecieć, zanim te wszystkie obostrzenia wejdą w życie. A sami wiemy, że świat stanął na głowie i nic nas już nie zdziwi.

Zresztą z szacunku dla lokalnych mieszkańców, ich zwyczajów i prawa, czasami z pokorą przyjmijmy uwagę i szanujmy ich kulturę. Zakrywajmy nogi i ramiona podczas wizyt w świątyniach, dbajmy o przyrodę, nie śmiećmy i z uśmiechem witajmy innych i każdy nowy dzień. A będzie jak powinno być na BALI! CUDOWNIE.

Noclegi na Bali – Inata Bisama Resort & Spa Ubud, The Patra Bali Resort & Villas, Amed Hot – zgodnie z naszą zasadą balansu i równowagi – po kilku nocach w warunkach budżetowych, na przykład ostatnia noc przed wylotem staramy się wybrać fajny hotel z basenem – dla takiego jeszcze nabrania mocy na powrót do rzeczywistości. Zresztą czasami są to czyste przypadki, wybieram i rezerwuję hotele, hostele i inne miejscówki głównie na booking.com, robię to z dużym wyprzedzeniem i często z możliwością odwołania lub zmiany, no i oczywiście sugeruję się komentarzami innych. Warto.

Spokojne serce dostrzega świętowanie w każdej wiosce.

Po to jedzie się na Bali, żeby Twój duch wewnętrzny był spokojny, a wtedy na świat zewnętrzny spojrzysz z pozytywną perspektywą. Po każdym wyjeździe nabieramy nowej. W pełni zgadzam się z guru podróżników Tony Halikiem

Bezpośredni kontakt z krajobrazem, ludźmi jest nie do zastąpienia. Ponadto podróżowanie to proces ciągłego uczenia się – przygotowywanie się do nowych wypraw, zdobywanie wiedzy na temat określonego regionu i mieszkańców, uczenia się bycia wśród tych ludzi.