Myślałam, że październik 2021 roku w Gruzji będzie zimny i prawie śnieżny. Więc jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że kwitną kwiaty, wszędzie są zielone palmy, a cytrusy kolejny raz obrodziły na drzewach. Gruzja – to góry, morze, wspaniałe krajobrazy. Nasz krok w dzikość jak najbardziej był, ale wielki niedosyt pozostał. Za krótko.
Polecieliśmy do KUTAISI. To drugie pod względem wielkości miasto w Gruzji i podobno najbrzydsze, ale najlepiej samemu ocenić! Nam bardzo się podobało. Jak nie pojedziesz czy nie polecisz to się nie przekonasz. My za lot w dwie strony zapłaciliśmy 180 zł od osoby, teraz to koszt z Gdańsk Wizz Air to około 300 -500 zł. Polecieliśmy i posmakowaliśmy gruzińskiej kuchni – mega obiad i dobre wino w restauracji El Depo – 30zł! Hotel Terrace – z mega widokiem – super – 200 zł – 3 dni i do tego gruzińskie śniadanie. Fakt to była era pandemii. Ale teraz też można znaleźć fajne opcje.
Jedzenie w Gruzji to jeden z wielu powodów, dla którego trzeba tam pojechać. Wyśmienite – chaczapuri – placek drożdżowy zapiekany z serem za 1 lari. Jadłam go cały dzień, tak duży i syty. Na chinkali🥟- wybraliśmy się do jednej z polecanych restauracji i to był ten smak, pyszne rozpływający się w ustach pierożki. Zamówiliśmy te z nadzieniem mięsnym i bulionem w środku. Do tego czerwone wino i idealna kolacja w Kutaisi skonsumowana.
To najtańszy city break jak dotychczas! Już widok i ogród hoteliku zasugerował, że jesteśmy w Azji. Palmy, drzewa oblepione cytrusami, nie do końca miałam takie wyobrażenie o tym kraju. Może czasami lepiej za dużo nie wiedzieć i mieć super zaskoczenie.
Gruzja to jaskinie, góry, synagogi, klasztory, kręte drogi, jeziora. Zwiedziliśmy okolice Kutaisi, czyli miejsca najbardziej oczywiste, znane i dostępne – a mimo wszystko ciekawe. Rezerwat Sataplia, Mocameta, kanion Martvili to najpiękniejsze miejsce jakie wtedy odwiedziliśmy. Idealnie turkusowa woda i dzika przyroda.
Ale na samym początku zrobiliśmy spacer do Najważniejszego zabytku Kutaisi, który wpisany na listę UNESCO, odrestaurowana katedra Bagrati pochodząca z XI w. z czasów panowania króla Bagrata III. Króla, który zjednoczył Gruzję, stąd katedra ta jest właśnie dla Gruzinów symbolem jedności kraju. Obiekt położony jest na wzgórzu i widoczny z różnych części miasta.
Następnego dnia już z naszym kierowcą odwiedziliśmy monastyry Gelati i Mocameta. Zaznaczam całodniowe wożenie dupy – po tych wszystkich miejscach kosztowało nas 100 zł.
Największe podziemne wrażenie zrobiła jaskinia Prometeusza – 1,4 km – zagospodarowana z dużym pietyzmem. Zwiedzanie jej umila pokaz świateł zsynchronizowany z gruzińską muzyką klasyczną. Różnokolorowe podświetlenie różnorodnych formacji skał widać na kolejnych etapach zwiedzania jaskini.
Następny był na naszej liście Rezerwat Sataplia, gdzie oprócz jaskini z naciekami krasowymi można zobaczyć też prawdziwe odciski stóp dinozaurów. Pierwszy raz w życiu doświadczyłam wrażenia, że dinozaury żyły na prawdę. W jaskini na jednej ze skalnych części, podbijane były prawdziwe ślady łap dinozaurów. Fajne miejsce, a po wyjściu z jaskini czeka na nas jeszcze przeszklona platforma. Wiało, ale super. Nie zawsze świeci słońce to jasne, dlatego na wodospad i do kanionu Okace nie wpuszczali z uwagi na bardzo intensywne opady deszczu. To jeden z wielu powodów żeby odwiedzić Gruzję na dłużej! A lista jest długa – Kazbeg, Batumi, Tbilisi, Kachetia czy Adżaria.
Podsumowanie – kupujcie bilety i dobrze bawcie się w Gruzji. Pierwszy raz widziałam ślady dinozaura🐾dodatkowo świnie pasące się przy drodze. Katedra Bagrati i klasztor Gelati to wizytówka, a miasto okazało się ciekawe, czyste i idealne na weekend! Gruzini przemili!
Czurczchele przywieźliśmy, bo to to jeden z bardziej rozpoznawalnych na całym świecie symboli kuchni gruzińskiej. Jest słodką, ale jednocześnie zdrową przekąską – powstaje z orzechów włoskich i masy winogronowej, wyglądem przypomina duże strąki fasoli. Czurczchele – mniam! Takie słodycze można jeść bez wyrzutów sumienia.
GAUMARDŻOS! Ale to nie tylko gruziński toast, ale także świetna książka. Nie wiem jak Wy, ale zawsze staram się trochę „przygotować” do podróży. Kiedy już trafię na bilet w super cenie, to szukam książek dotyczących miejsca, do którego się wybieramy, nie chodzi o przewodnik.
Przewodniki swoją drogą, blogi to źródło wielu inspiracji oczywiście, ale literatura ludzi, którzy w danym kraju mieszkali, byli wielokrotnie są najlepszym wstępem do podróży. Po takiej lekturze można powiedzieć, że ma się za sobą dwie podróże – literacką i tą właściwą.
Miłego wieczoru przy dobrej lekturze i lampce gruzińskiego wina. GAUMARDŻOS!
NIE CZEKAJ. PORA NIGDY NIE BĘDZIE IDEALNA. 🗺
























